„Moon Knight Annual” #1 (2024) – Recenzja
Moon Knight Annual #1 (2024)
Infinity Moon
Infinity Watch trwa. Trwa też The Death Stone Saga. No i także nuda trwa dalej, to przede wszystkim. Niby twórcy starają się coś tam wrzucić, coś przełamać, czymś zaciekawić (choćby te ptaszki na początku), ale nic z tego im się nie udaje. Jest słabo, jest męcząco i tylko czekam na koniec, a końca nie widać. Oto zeszyt Moon Knight Annual #1 (2024).
„INFINITY WATCH” PART SEVEN! Newly bonded to an Infinity Stone and with Star hot on her tail, Colleen Wing is quite literally fighting for her life! Will a run-in with Moon Knight help turn the tide in her favor, or will Colleen’s lack of control over her new powers create another enemy for herself? Strap in, True Believers – things are about to get rocky!
Jeden event, kilka zeszytów wchodzących w jego skład i w każdym zeszycie inny bohater, inne wydarzenia… Twórcy też inni, inne pomysły, ale ten sam brak potencjału, więc i zawód taki sam. Nuda, nuda, nuda. Niby za każdym razem niewiele czytania, a jednak męczy to to, choć nie powiem, tym razem całkiem szybko poleciało czytanie.
Ale wiadomo, szybko wpadło, szybko wypadło, nic nie wniosło. Przeczytałem, zaraz zapomnę, bo już połowa wypadała z głowy. Taka to jakość. Rysunkowo też nic spechjalnego, bardziej zawód niż zadowolenie, bo jakieś kanciaste to to, nijakie. I tyle w temacie. Nijaka rzecz dla nikogo.
Autor: WKP



