„Amazing Spider-Man: Martwy język – Część 2” (Tom 6) – Recenzja
Amazing Spider-Man: Martwy język – Część 2 (Tom 6)
Ostatnimi czasy Pajączek króluje w kinach, a że załapałam się na tzw. hype train to zdecydowałam się zabrać w podróż z najnowszym komiksem od Egmont Polska, czyli Amazing Spider-Man: Martwy język – Część 2 od Zeba Wellsa. Czy warto było sięgnąć po ten komiks i czy historia o Pajączku dowiozła?
Szalony Emisariusz przeniósł Spider-Mana i Mary Jane do alternatywnego wszechświata. Dzięki poświęceniu MJ Pająkowi udaje się wrócić do swojej rzeczywistości, ale czeka go trudne zadanie: musi jakoś wyciągnąć stamtąd swoją dziewczynę. Co gorsza w jej świecie czas płynie dużo, dużo szybciej… Czy Fantastyczna Czwórka pomoże Peterowi? Czy może Pająk będzie musiał szukać wsparcia u kogoś o bardziej elastycznym podejściu? I czy taka misja ratunkowa ma szansę zakończyć się bez poważnych strat?
Spider-Manowi jak zwykle wiatr w oczy kole. Jego luba została uwięziona w innym wymiarze z podejrzanym typem o złowieszczym imieniu Paul, a dziwny gościu, który chce zostać opętany przez Wyapa, potrzebuje w tym celu zabić MJ. Czas ucieka, a Peterowi kończą się opcje. Prosi więc o pomoc samego Normana Osborna, ku niezadowoleniu Fantastycznej Czwórki. Na szczęście wspiera Pajączka jeszcze Kamala Khan, czyli Ms Marvel.
Tak naprawdę ta główna historia zawarta w komiksie nie ujęła mnie tak mocno jak opowieść o pogrzebie pewnej postaci, opętaniu cioci MJ czy walce Spider-Mana z demonem będącym poddanym samej Madelyne Pryor. Te krótkie, nijak niepowiązane z sobą historyjki, bardzo mnie wciągnęły, świetnie się na nich bawiłam i dały mi dużo satysfakcji. Natomiast główne opowiadanie, owszem, było pełne akcji i niespodziewanych zwrotów, ale nie ukrywam, że nie zaangażowałam się aż tak w fabułę. Niemniej, jak zawsze, Spider-Man jako bohater spisuje się na medal, a jego żarciki, nawet w najbardziej napiętych momentach, to po prostu czyste złoto.
Za stronę graficzną komiksu odpowiadają m.in. John Romita Jr., Kaare Andrews oraz David Lopez, a za kolorystykę Marcio Menyz, Erick Arciniega oraz Edgar Delgado. Pod kątem wizualnym nie mam się do czego przyczepić. Sceny walk czy mimika postaci zostały ukazane bardzo wyraźnie i nienagannie, a barwy prezentują się równie elegancko, zwłaszcza wybijająca się paleta czerwieni, niebieskiego i czerni.
Oprawa Amazing Spider-Man: Martwy język jest miękka, ale na tyle twarda i wytrzymała, że nie tworzą się żadne wgniecenia ani rogi. Okładki alternatywne to, jak zwykle, uczta dla samych oczu, gdyż można nie tylko przyjrzeć się niesamowitemu kunsztowi artystycznemu rysowników, lecz także zastanowić się, ile miejsca na ścianie sobie zostawić, żeby powiesić chociaż jedno takie dzieło w swoim pokoju. Kartki są przyjemnie śliskie, co ułatwia kartkowanie, a do czcionki bardzo łatwo się doczytać. Warto też wspomnieć o dość wiernym tłumaczeniu z angielskiego na polski Bartosza Czartoryskiego. Jak zwykle, przekład nie zawodzi.
Summa summarum, Amazing Spider-Man: Martwy język to dość przeciętny komiks, ale bliżej tego pozytywnego znaczenia tego słowa, bo generalnie opowiadanie czyta się szybko, akcja wciąga, Pajączek jak zwykle zachwyca, lecz niestety brakowało mi tu tego czegoś, czego w tym momencie nie potrafię nazwać. Najwidoczniej zabrakło tej iskry. W każdym razie skłonna jestem polecić ten zeszyt, żeby akurat przed snem się odprężyć i pobujać się z Pajączkiem. Myślę, że cena 79,99 zł jest tego warta.
Autorka: Rose (Vombelka)

Egzemplarz recenzencki otrzymaliśmy dzięki uprzejmości Egmont Polska. Jeśli recenzja przekonała Was do zakupu – opisywany tom/serię możecie nabyć tutaj.




