"Deadpool the Duck #4" (2017) – Recenzja
W ubiegłym tygodniu czytelnicy z całego świata położyli ręce na przedostatnim numerze mini serii Deadpool the Duck. Dla szybkiego przypomnienia: jest to szalona przygoda, gdzie w wyniku kilku niespodziewanych zwrotów akcji Kaczor Howard i Deadpool zostają połączeni w jedną postać, tworząc najniebezpieczniejszy drób nie tylko na Ziemi, ale i w całym kosmosie. Na tym etapie dotarliśmy już niemal do finału wszystkiego, co wiąże się z tym szalonym miksem.
.jpg)
Czwarty zeszyt może zawieść osoby, które liczą na mocne popchnięcie akcji do przodu. Jasne, historia nieco się rozwija, bohaterowie jednak przebywają przez cały czas mniej więcej w tym samym miejscu i statusie quo, co wcześniej. To, co napędza ten odcinek, to wewnętrzna walka między głównymi charakterami, a także rzeczy, których się o nich dowiadujemy – mówię tu przede wszystkim o Howardzie, który uchyla nieco rąbka tajemnicy swojej przeszłości. Anegdotka, którą przytacza bardzo pasuje do niego jako postaci. Nasz zmęczony życiem kaczor uczestniczył niemal zawsze w wątkach komediowych, jednak zawsze gdzieś tam nad nim wisiała (zarówno in universe, jak i w prawdziwym, wydawniczym życiu) chmura smutku i niepowodzeń. Zeszyt czwarty Deadpool the Duck doda Wam kilka powodów więcej, by współczuć poczciwemu Howardowi.
Fani Deadpoola natomiast z pewnością ucieszą się faktem, że ich ulubiony najemnik pojawia się w tym odcinku w swojej zwykłej, ludzkiej formie. Choć to kacza strona duetu wyraźnie gra pierwsze skrzypce w tym woluminie, znalazło się też trochę miejsca na typowe dla Wade’a odzywki i żarty.
.jpg)
Czy naprawdę powinienem pisać o oprawie wizualnej? Kolejny raz mamy do czynienia z duetem Jacopo Camagni (rysunek) – Israel Silva (kolory), który nie zawodzi i niezmiennie od początku serii dostarcza nam najwyższą jakość wykonywanej pracy. Kreska Camagniego w jakiś sposób łączy dużą szczegółowość z niezwykle plastycznym i kreskówkowym stylem. Widać to zwłaszcza przy tym, jak przedstawia hybrydę Deadpoola i Howarda, i czuć, że ustawianie jej w różnych pozycjach zwyczajnie sprawia mu frajdę. Tam, gdzie rysunki są naprawdę dobre, kolory Silvy sprawiają, że efekt jest jeszcze lepszy, definiując ostatecznie kształt wszystkich brył i dodając dynamizmu kadrom. Ale to wszystko już wiecie z poprzednich recenzji.
.jpg)
Przed nami jeszcze jeden zeszyt, wielki finał tej absurdalnej historii. Końcówka omawianego dziś rozdziału zostawiła nas w samym środku wielkiej akcji i jeszcze większego wejścia nowej (przezabawnej) postaci. I jak już kiedyś pisałem: to nie jest komiks dla każdego. Spodoba się przede wszystkim, jeśli nie tylko, fanom Deadpoola lub Howarda (są tu tacy?). To w pierwszej kolejności komedia – jednak sięgając głębiej, znajdziemy też dramatyczne fragmenty z życia bohaterów. Pozostaje mieć nadzieję, zamykający zeszyt będzie łączył w sobie wszystko, co najlepsze z poprzednich, pozostając przy tym lekkim i przyjemnym komiksem.
Autor: Pan Kulka

