"Legion", odcinek 1×01 – Recenzja

I zapytał go: Jak ci na imię?
Odpowiedział Mu: Na imię mi „Legion”, bo nas jest wielu.

W minioną środę oficjalnie światło dzienne ujrzał pierwszy odcinek nowego serialu, który powstaje przy kooperacji Marvela i FOXaLegion. Jeśli ktoś z Was jeszcze nie wie, o czym ów serial jest, to już spieszę z odpowiedzią. Otóż, produkcja skupia się na historii niejakiego Davida Hallera, człowieka, który jest święcie przekonany, że cierpi na zaawansowaną formę schizofrenii lub jakiś jej odpowiednik. W wersji komiksowej jest to mutant poziomu alfa i omega (jeden z najsilniejszych na planecie, którego moce nie mają określonych limitów) o pseudonimie (nie zgadniecie) Legion. Dlaczego Legion? Bo jest go (a w zasadzie to ich) wielu. Odnosząc się do komiksowego pierwowzoru trzeba powiedzieć, że to, co dolega protagoniście nie jest żadną znaną ludzkości chorobą. David posiada bowiem bardzo unikalny zestaw zdolności, jednak tę najważniejszą z nich można nazwać „rozszczepieniem osobowości”. Powoduje ono, że Dave słyszy wewnątrz swojej głowy głosy, będące różnymi wersjami jego samego (różne persony/świadomości). Każda świadomość zarządza inną mocną. Za przykład mogą służyć chociażby telepatia, telekineza, pirokineza (kontrolowanie i generowanie ognia), teleportacja, a nawet podróże w czasie (komiksy. Nie pytajcie). Kolejnym wartym odnotowania faktem jest to, że David jest synem legendarnego mutanta – Charlesa Xaviera – znanego również jako Professor X, będącego przy okazji jednym z najpotężniejszych telepatów na Ziemi, a przy tym przywódcą i założycielem X-Menów. Zobaczymy, jak do tego odniosą się w serialu.

Dobrze, skoro wstęp mamy już za sobą, to pora przyjrzeć się całej reszcie aspektów, jakimi raczy nas Legion. Zacznijmy od fabuły.

Powiedziałem, że zaczniemy od fabuły? Przepraszam zatem, bo niestety – nie da rady. Pierwszy epizod Legionu nie ukazuje widzowi porywającej historii, która wbiłaby go w fotel z siłą bomby atomowej. Pilotażowy odcinek nowej produkcji stacji FX jest raczej bardzo kameralnym widowiskiem, w sporej części zamkniętym w tych samych czterech ścianach (no dobra, większej ilości ścian, bo chodzi mi o jeden budynek). Do tego, 1×01 działa jako gigantycznych rozmiarów ekspozycja, mająca na celu przedstawienie wszystkim, mniej lub bardziej zaznajomionym z mutantami, głównego bohatera. Nie znajdziemy tu zatem niesamowitych scen akcji czy błyskawicznego tempa, z jakimi cała historia miałaby być rozwijana Zamiast tego dostaniemy tu maksymalnie psychodeliczną atmosferę, bo Davida poznajemy, gdy ten siedzi w zakładzie dla ludzi z zaburzeniami psychicznymi. Właśnie to środowisko jest dla Dave’a tym najbardziej naturalnym, bo spędził on tutaj bardzo dużą część swojego życia, mając jedynie nadzieję, że łykając te cholerne tabletki, które według zapewnień specjalistów i terapeutów wyciszy on jazgot w swoim strudzonym umyśle i wyjdzie na wolność. Do ludzi. Do świata. Do ogólnopojętej normalności. Cały plan sypie się jednak jak domek z kart, gdy na drodze Hallera staje inny pacjent, który uświadamia mu, że za głosami wewnątrz jego głowy kryje się coś więcej niż kłamstwa, którymi jest karmiony przez personel szpitala zarządzanego przez panią Melanie Bird.

Nie można opisywać Legionu, nie wspominając o warstwie audiowizualnej. Nowe dziecko Noaha Fawleya (twórcy hitowego Fargo) to małe, ale prawdziwe arcydzieło przekraczające standardy dzisiejszej telewizji, wykonane w najbardziej pieczołowity sposób. Każda scena reprezentuje sobą najwyższy poziom, a wręcz kunszt pod względem reżyserii, pracy kamery, użycia efektów specjalnych (kolorystyki, gry świateł, elementów czysto komputerowych) i muzyki/efektów dźwiękowych. Tej ostatniej powinno się wręcz poświęcić oddzielny akapit, bo jest ona integralną częścią tego, co widzimy w danym momencie na ekranie. Bez niej serial nie miałby pazura, byłby nijaki, a atmosfera prysnęłaby niczym bańka mydlana. Mówiąc prościej – Legion prezentuje się prze-świetnie, a formą wykonania i dopracowaniem wszystkich szczegółów przypomina on najpiękniejsze, lecz abstrakcyjne obrazy znane światu.

Na specjalne wyróżnienie zasługuje też gra aktorska, która jak wyżej wymienione aspekty serialu, powala. Aktorzy wykazują się tutaj prawdziwym kunsztem, jednakże na wyżyny cudowności wzbija się Dan Stevens, odgrywający rolę główną. Jeśli kiedykolwiek myśleliście, że udawanie „wariata” jest czymś łatwym, to zapewniam Was – po godzinie spędzonej w towarzystwie Davida zmienicie zdanie.

Zanim przejdziemy dalej, wypadałoby poruszyć jeszcze jedną, ważną kwestię, a mianowicie  świat przedstawiony w serialu. W tym momencie ciężko jest cokolwiek powiedzieć o związku serialowego świata, z tym który znamy z kinowych filmów o X-Menach. Te od kilku ostatnich części osadzone zostały w przeszłości, a Legion ma miejsce w teraźniejszości i z tego też powodu bliżej jest mu raczej do tego, co widzieliśmy w Deadpoolu. Zobaczymy jak zostanie to rozwinięte w kolejnych odcinkach.

Dlaczego napisałem, że Legion przypomina malowidła o stylistyce abstrakcyjnej? Po pierwsze – takich produkcji nie ma wiele, a jeśli już się znajdą, to nie mogą się one pochwalić zbyt rozbudowaną fan-bazą. Po drugie, seriale i filmy tego typu nie są raczej dla wszystkich, z prostej przyczyny: nie jest to coś, do czego otwieramy piwo, paczkę chipsów i odmóżdżamy się. Produkcje takie jak Legion wymagają od widza głębszego zaangażowania się w sposób emocjonalny i/lub psychologiczny, a przez to grają na ich nastroju, emocjach, odczuciach czy nawet życiowych poglądach. Z tego też powodu Legion nie jest dla wszystkich. Serial zwyczajnie jest tworzony w sposób bardziej ambitny, dojrzalszy i ciekawszy, a to z kolei znacząco wpływa na grupę odbiorców, która zdecyduje się na oglądanie tego show. Wcale nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że ekipa odpowiadająca za produkcję serialu podczas jego tworzenia była pod wpływem ostrych środków halucynogennych, co zdecydowanie widać po sposobie, w jaki całość serialu się prezentuje.

Summa summarum, pierwszy odcinek Legionu wywarł na mnie ogromne wrażenie i zwyczajnie mam ochotę na więcej. Ba, pragnę więcej (stan ten najlepiej opisałoby angielskie słowo crave). Żaden pilotażowy epizod na przełomie dwóch ostatnich lat tak mnie nie ujął, a jestem osobą, która do odcinków z numerkiem jeden przywiązuje ogromną wagę, bo jeśli coś nie dostanie odpowiedniego wstępu, to jak ma stworzyć sensowne rozwinięcie i zaskakujące zakończenie? Jedynym problemem jaki Legion może mieć (i już powoli ma), jest to, że serial faktycznie jest zbyt ambitny dla zwyczajnego Kowalskiego, który szuka prostej i niezobowiązującej rozrywki. Nauczony wieloletnim serialowym doświadczeniem wiem, że produkcje takie jak Legion (przykładowo Hannibal, od początku opisywany i oceniany w samych superlatywach miał nędzne wyniki oglądalności, wyleciał po trzech sezonach, choć zapowiadało się na to już od pierwszego) nie zabawiają w telewizji na specjalnie długi czas. Mimo to – Legion szczerze rekomenduję, bo w naszej redakcji nie tylko mnie serial ujął pod praktycznie każdym względem.


Autor: SQ

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x
()
x

T.A.R.C.Z.A. zmusiła nas do śledzenia twoich poczynań poprzez pliki cookie! Czym są T.A.R.C.Z.A. i pliki cookie dowiesz się tutaj.

Co to są pliki cookies? Cookies, zwane również ciasteczkami (z języka angielskiego cookie oznacza ciasteczko) to niewielkie pliki tekstowe (txt.) wysyłane przez serwer WWW i zapisywane po stronie użytkownika (najczęściej na twardym dysku). Parametry ciasteczek pozwalają na odczytanie informacji w nich zawartych jedynie serwerowi, który je utworzył. Ciasteczka są stosowane najczęściej w przypadku liczników, sond, sklepów internetowych, stron wymagających logowania, reklam i do monitorowania aktywności odwiedzających. Jakie funkcje spełniają cookies? Cookies zawierają różne informacje o użytkowniku danej strony WWW i historii jego łączności ze stroną. Dzięki nim właściciel serwera, który wysłał cookies, może bez problemu poznać adres IP użytkownika, a także na przykład sprawdzić, jakie strony przeglądał on przed wejściem na jego witrynę. Ponadto właściciel serwera może sprawdzić, jakiej przeglądarki używa użytkownik i czy nie nastąpiły informacje o błędach podczas wyświetlania strony. Warto jednak zaznaczyć, że dane te nie są kojarzone z konkretnymi osobami przeglądającymi strony, a jedynie z komputerem połączonym z internetem, na którym cookies zostało zapisane (służy do tego adres IP). Jak wykorzystujemy informacje z cookies? Zazwyczaj dane wykorzystywane są do automatycznego rozpoznawania konkretnego użytkownika przez serwer, który może dzięki temu wygenerować przeznaczoną dla niego stronę. Umożliwia to na przykład dostosowanie serwisów i stron WWW, obsługi logowania, niektórych formularzy kontaktowych. Udostępniający używa plików cookies. Używa ich również w celu tworzenia anonimowych, zagregowanych statystyk, z wyłączeniem personalnej identyfikacji użytkownika. To pomaga nam zrozumieć, w jaki sposób użytkownicy korzystają ze strony internetowej i pozwala ulepszać jej strukturę i zawartość. Oprócz tego, Udostępniający może zamieścić lub zezwolić podmiotowi zewnętrznemu na zamieszczenie plików cookies na urządzeniu użytkownika w celu zapewnienia prawidłowego funkcjonowania strony WWW. Pomaga to monitorować i sprawdzać jej działania. Podmiotem tym może być między innymi Google. Użytkownik może jednak ustawić swoją przeglądarkę w taki sposób, aby pliki cookies nie zapisywały się na jego dysku albo automatycznie usuwały w określonym czasie. Ustawienia te mogą więc zostać zmienione w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym przesłaniu na urządzenie użytkownika. Niestety, w konsekwencji może to prowadzić do problemów z wyświetlaniem niektórych witryn, niedostępności niektórych usług. Więcej na ten temat znajdziecie tutaj --> https://rodoporadnik.pl/polityka-prywatnosci-cookies/

Zamknij