KomiksyTeksty

„Gambit #1” (2022) – Recenzja

Gambit #1 (2022)
Zbędny, acz dobry Gambit

Legendarny scenarzysta przygód X-Men, Chris Claremont, wraca do tworzenia kolejnych historii o mutantach. Na razie w dość poboczny sposób, zajmując się cyklem Gambit. Jednakże, już czekam na więcej. Ponieważ, może i nie czuć tutaj tej dawnej wielkości. Niemniej wciąż to kawał udanego komiksu, przypominającego nam o czasach świetności marvelowskich mutantów.


All-NEW ADVENTURES OF THE LEGENDARY THIEF BY CO-CREATOR CHRIS CLAREMONT! You think you know all there is to know about Remy LeBeau, the Ragin’ Cajun, the mutant known as GAMBIT — but legendary X-scribe Chris Claremont has an ace up his sleeve with this new series! Before he joined the X-MEN, Gambit encountered a mysterious girl named ‘RO — the mutant STORM regressed to her child self by the nefarious NANNY — and the two went up against the forces of the SHADOW KING! Now, revealed for the first time, Gambit finds his path to becoming the heroic X-Man millions of fans call their favorite! Joined by rising star artist Sid Kotian, Chris weaves a story of action, intrigue and revenge that made Gambit the mutant he is and forged his relationship with Storm. You’ll get a charge out of this one, mon ami!


Gambit

Powrót Claremonta do pisania X-Men należy postrzegać w kategoriach marevlowskiego odcinania kuponików, jakże modnego w ostatnich latach. Coś się sprzedaje? Nie wiemy co tu jeszcze powiedzieć, bo serii jest już w cholerę i jeszcze trochę, a między obecne wydarzenia nic nie wciśniemy? Więc bierzemy jakiegoś znanego autora, dajemy mu miniserię i każemy opowiedzieć coś o przeszłości postaci. Byle tylko było co wypuścić na rynek. Dobre, czy złe, bez znaczenia.

Tym razem jednak jest całkiem dobrze. Scenariusz Claremonta (człowieka, który przez lata pisał ­X-Men, prowadzącego różne serie i nie chcącego oddać steru innym twórcom), twórcy najlepszych opowieści z mutantami, jest może zachowawczy, może i wysilony, ale nadal podany jest wprawną ręką. Zachwytów tu nie ma, ale zawodu też. Ot komiks środka. Niby komiks bez znaczenia, niby można go śmiało pominąć, a jednak czyta się go lepiej, niż masę ważnych, ale miałkich współczesnych historii.

Graficznie jest nieźle. Poprawnie. Szkoda, że Claremonta nie wspiera tu jakiś kultowy twórca, jak Kubert, Lee albo chociaż Bachalo, którzy w X-Men pokazywali, na co ich stać. Z drugiej strony, jeśli wyszłoby to tak, jak okładka, to podziękuję. Tak czy inaczej mamy tu komiks niezły, momentami dobry. Zbędny (temu nie da się zaprzeczyć), a mimo to, paradoksalnie, wart poznania.


Autor: WKP

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x