„Immortal She-Hulk #1” (2020) – Recenzja
Immortal She-Hulk #1 (2020)
Empyre nadal żywe
Przyznam, że kiedy zobaczyłem okładkę zeszytu Immortal She-Hulk #1, pomyślał: matko, co za tandeta i zacząłem bać się tego, co czeka mnie w środku. Tym bardziej, że Al Ewing nie należy do moich ulubionych scenarzystów. Szybko jednak okazało się, że nowe przygody She-Hulk to naprawdę udany komiks. Nie szczególnie rewelacyjny, niemniej dzięki ilustracjom wart poznania.

IN THE WAKE OF EMPYRE, JEN WALTERS GOES IMMORTAL! The Cotati invasion has changed everything for Jennifer Walters. Now she seems to have a new lease on life…but things are never that simple for the gamma-powered. Al Ewing gives She-Hulk the “IMMORTAL” treatment with a horrifying stand-alone tale!
Ten zeszyt to kolejny aftermath do Empyre, ale jednocześnie to całkiem niezła samodzielna opowieść o She-Hulk. Okładka sugerowała kiczowate czytadło rodem z lat 90., kiedy to muskulatura bohaterów była tandetnie przerysowana, a mrok wciskany na siłę. Na szczęście okazało się, że w środku czeka na nas niezła, lekka historia w duchu ostatnich dokonań Marvela na polu kobiecego komiksu.
Najlepiej wypada jednak i tak szata graficzna. Delikatna, jasna, uzupełniona o dość prosty, ale barwny kolor. Doskonale pasuje do tej historii i do wspomnianej tradycji kobiecych historii. Komu podobały się więc akie tytuły, jak Spider-Woman Hopelessa czy Mockingbird, na pewno się nie zawiedzie. Tak samo, jak i ci, którzy zaczytywali się z przyjemnością Empyre.
sAutor: WKP




Trochę mało tych kobiecych super- bohaterek…