„Komiksowa Warszawa 2017” – Przemyślenia i wnioski
Komiksowa Warszawa 2017 okiem Zilli
Warszawskie Targi Książki są corocznym wydarzeniem, ściągającym do stolicy nasze polskie wydawnictwa, jak i masę ludzi z całego kraju. Ogromny wybór, multum promocji, a także okazja do spotkania swoich ulubionych pisarzy jest dla moli książkowych niczym lampa, zwabiająca ćmę na własną zgubę. W tym wypadku, jedynym co nam grozi jest utrata zawartości portfela. Zwłaszcza, że podczas każdej odsłony targów jest też coś dla nas, maniaków komiksów. Mowa tu o festiwalu Komiksowa Warszawa.

Komiksowa Warszawa to event w evencie, z masą geeków, scenarzystów i rysowników . Jak zawsze całe targi odbywają się na Stadionie Narodowym przy Rondzie Waszyngtona w Warszawie, co zapewnia duże pole do popisu dla organizatorów. Co roku wybieram się na to wydarzenie w towarzystwie mojego kolegi i tym razem nie było inaczej. W każdym razie, ze względu na dość skromny zasób mojego portfela, nie udało mi się poczynić dużych zakupów i miałem przyjemność uczestniczyć tylko w jednym dniu targów. A szkoda… bo, po raz kolejny, wybór gadżetów i komiksów był ogromny.

Po dotarciu na teren targów raduje mnie fakt, jak bardzo kult książki jest u nas popularny. Mimo statystyk, o których można poczytać w Internecie na temat tego, iż Polacy nie czytają za dużo książek, frekwencja dopisywała i zdawała się w zupełności przeczyć tej teorii. Po zakupieniu biletu i oczekiwaniu w kolejce bramy raju mola książkowego (lub komiksowego) otwierają się, a my jesteśmy atakowani z każdej strony atrakcyjnymi ofertami.
Na samych targach książki spędziłem wyjątkowo mało czasu, w porównaniu z sektorem, w którym była organizowana Komiksowa Warszawa. Na tym terenie mogliśmy znaleźć najpopularniejsze sklepy z komiksami w Polsce oraz naszych rodzimych wydawców. Ci starali się zapełnić – i tak nabity rynek – coraz to nowszymi pozycjami. Wybór jest tak duży, że naprawdę ciężko się zdecydować. Każdy z wystawców, życzliwie zasugeruje jakiś tytuł, od którego nowy czytelnik mógłby zacząć swoją przygodę z komiksami. Starzy wyjadacze również znajdą coś dla siebie. Zwłaszcza, że Egmont na przykład, stale poszerza swoją ofertę o coraz to nowsze pozycje, które umiejętnie trafiają do wybrednego odbiorcy.
Jeśli z jakiegoś powodu komiksy Wam nie starczą, znajdziecie tam również masę stoisk oferujących wszelkiej maści gadżety dla fanów popkultury (zarówno tej amerykańskiej, jak i japońskiej). Ja sam niestety wyszedłem z tej edycji targów tylko z dwoma pozycjami od Marvela, ale myślę że w przyszłym roku będzie tego więcej. Jedynym mankamentem, dla mnie, w porównaniu z latami ubiegłymi, była nieco skromniejsza ilość wystawców, oferujących komiksy amerykańskie. Tak naprawdę tylko wysłużony ATOM Comics miał szeroką ofertę w tym temacie.

Na terenie imprez można było uczestniczyć także w wielu warsztatach, które pozwalały poznać pracę z komiksami od podszewki. Pojawiły się również panele z udziałem wydawców i gwiazd światka komiksowego.
Tego dnia, w którym miałem przyjemność uczestniczyć w evencie, odbywał się także panel Egmontu. Był to główny powód, dla którego stawiłem się na targach. Tomasz Kołodziejczak, prezes wydawnictwa, jak zwykle w specyficzny, luźny dla siebie sposób, opowiedział zebranej grupie osób o nadchodzących premierach. Wśród tych znajdzie się całe mnóstwo komiksów Marvela. Niestety, jako że czas był ograniczony, a organizatorzy bezlitośni, półgodzinne spotkanie szybko się zakończyło – aczkolwiek wyszedłem z niego z uśmiechem na ustach.
(Bardzo pozytywny Tony Sandoval na swoim stanowisku)
Później odbywał się drugi powód mojej wycieczki, czyli podpisywanie autografów. O ile na samych targach można spotkać wiele gwiazd komiksu, m.in. Tony’ego Sandovala, regularnie odwiedzającego targi. Ja z kolei chciałem zdobyć autograf Dave’a McKeana, brytyjskiego scenarzysty i rysownika (prócz tego ma on w sobie wiele talentów). Ten Pan jest chyba najbardziej znany z prac przy komiksach z serii The Sandman oraz Azyl Arkham: Poważny Dom na Poważnym Wzgórzu. Zdumiał mnie fakt, iż do tego artysty ustawiła się stosunkowo nieduża kolejka, która jednak była dobrze sterowana przez parę organizatorów. Sam Dave rysował praktycznie na każdym komiksie czy książce, jaką mu podano. Każdy taki obrazek wieńczył on swoim podpisem. Nie minęło wiele czasu, a w moim egzemplarzu Azylu Arkham pojawiła się znana fanom komiksów, sylwetka człowieka-nietoperza.

Jako że upał był tego dnia niezwykle doskwierający, a w moim portfelu została jedynie pajęczyna, uznałem, że wystarczy mi wrażeń jak na jedną dobę. Niemniej jednak, wychodząc, zauważyłem, że jeszcze mnóstwo ludzi kręciło się na targach, a kolejni powolnym krokiem zmierzali w stronę kopuły Stadionu Narodowego.
Reasumując, Warszawskie Targi Książki to interesująca impreza, pozwalająca szaremu Kowalskiemu na pobudzenie wyobraźni i obcowanie z książkami. To także świetna okazja by pokazać nowemu czytelnikowi, że komiks może nie tylko kojarzyć się z medium dla dzieci. Szeroki wachlarz atrakcji, panele, stoiska, spotkania z autorami (i wiele innych) zadowolą każde, nawet najbardziej wybredne gusta. Moim zdaniem warto.
Autor: Zilla

Użyte w artykule zdjęcia pochodzą ze strony Komiksowa Warszawa. Również do nich należą wszelkie prawa autorskie.

