„Power Pack: Into the Storm” #1 (2024) – Recenzja
Power Pack: Into the Storm #1 (2024)
Power Back
Power Pack. No taka ekipa sprzed lat, która myślałem, że odeszła w niebyt, bo wtedy była już kiepska, a ja jakoś nie śledziłem jej losów. A jak widać znów jest. I znów pod klasycznym przewodnictwem scenarzystki Loiuse Simonson. I nadal nie jest to nic szczególnego, ale przeczytać się da.
Alex, Julie, Jack and Katie Power are super-hero siblings determined to do their part to protect the world despite their young age. The problem is that their parents don’t want them to have powers – and can’t know that they do. But when their friend Franklin Richards has a premonition of a galactic threat hurtling their way, the Power siblings will have to decide what kind of heroes they want to be – and what they’re willing to give up along the way. Original creators Louise Simonson and June Brigman return to explore an exciting new adventure from the early days of the POWER PACK!
Kojarzycie Power Pack? Trochę występowali w przygodach mutantów, więc jeśli czytacie Punkty zwrotne wydawane przez Egmont regularnie, poznaliście tę ekipę. Ale mi jakoś ona nigdy nie podchodziła. Taka zbyt infantylna, naciągana, bez większego pomysłu…
No i teraz mamy podobnie. To znaczy? No widać przede wszystkim brak pomysłu, więc wzięto postacie, wrócono do ich wczesnych przygód i coś tam dodano. No i nieźle to zrobiono, ale nadal jakieś to takie naiwne, jakieś zbyt kolorowe i nie czuć, by stało za tym coś więcej i by jakiś konkret z tego wynikał. No jest klasyczna ekipa twórców, co zawsze miło wypada, a oni serwują nam przygody i lekkość, ale okazuje się to takie powierzchowne dość.
No i graficznie to jakoś tak zbyt barwne, jak z komiksów dla dzieci. Niby o młodych to, ale można było zrobić tak, by nie wypadało tak mocno infantylnie czy kiczowato. Bo kreska spoko, a kolor jakiś taki bijący po oczach i jak z kiepskich bajek. Bo naprawdę fajne bajki dla dzieci są znakomite również dla dorosłych, maja klimat, magię, siłę. Tu tego nie ma.
Ot kolejny powrót do przeszłości by trochę pożerować na sentymentalnych fanach. Niezły, ale w ostatecznym rozrachunku stanowiący pewien zawód. Sięgnąć można, ale w zasadzie nie ma bardzo po co.
Autor: WKP






