“The Amazing Spider-Man: Ostatnie łowy Kravena” – Recenzja

The Amazing Spider-Man: Ostatnie łowy Kravena
Śmierć na łowach

Był październik roku 1987, kiedy na amerykańskim rynku pojawił się 31 zeszyt serii Web of Spider-Man. Nic nie zapowiadało wówczas, że oto rozpoczyna się opowieść, która na zawsze odmieni losy tytułowego bohatera, a także samego uniwersum Marvela. Bo chociaż druga połowa lat 80. XX wieku była przełomowa dla komiksu w ogóle (pojawiły się pierwsze maxiserie/eventy, Alan Moore i Frank Miller pokazali, że historie graficzne nie są tylko dla dzieci i mogą nieść ważkie treści, etc.), Ostatnie łowy Kravena nie zwiastowały rewolucji. Dlaczego?

Sama opowieść była wcześniej odrzucona zarówno przez Marvela, jak i DC (J.M. DeMatteis chciał najpierw, by traktowała o Wonder-Manie i jego bracie, potem po latach zaproponował, by jej głównym bohaterem został Batman), a sam Kraven nie był postacią, która mogłaby cokolwiek zmienić. A jednak wydarzyło się coś niesamowitego i sześciozeszytowa historia nie tylko stała się jedną z najlepszych (jeśli nie najlepszą) opowieści o Człowieku Pająku, ale – podobnie jak wcześniej śmierć Gwen Stacy – odcisnęła piętno na samej serii, i komiksach Marvela w ogóle. Piętno wyraźne po dziś dzień. I po dziś dzień sama historia nie straciła nic ze swej mocy, chociaż większość z tworów, jakie powstały w tzw. Mrocznej Erze Komiksu dawno już zestarzała się niemiłosiernie.

Spider-Man, Ostatnie łowy Kravena

Kraven Łowca nie może znieść plamy na honorze jaką stanowi fakt, że nigdy nie udało mu się pokonać Spider-Mana. Szykuje się więc do ostatecznego polowania, które rozwiąże tę kwestię. Oszalały, próbujący za wszelką cenę udowodnić swoją wartość, zatruwa Pająka narkotykami, łapie w sieć, a wreszcie zabija z broni palnej, a zwłoki zakopuje w grobie przy swojej rezydencji. Od teraz, przebrany w kostium Spider-Mana zaczyna wymierzać sprawiedliwość na swój sposób…

Można rzec, że Ostatnie łowy to dziecko swoich czasów. Frazes, to prawda, ale często we frazesach jest dużo racji. Napisana przez DeMatteisa opowieść realizuje wszystkie założenia Mrocznej Ery Komiksu, która rozpoczęła się wraz ze Strażnikami i Powrotem Mrocznego Rycerza, jest zatem opowieścią, oczywiście, mroczną, nie unikającą kontrowersyjnych jak na komiksy tematów (śmierć, pogrzebanie żywcem, szaleństwo, samobójstwo), bardzo mocno wnikającą w psychikę postaci i ukazującą ich złożoność. Z tym, że większość twórców z owego okresu, mając do dyspozycji tego typu tematykę, przesadzała, chcąc pokazać jak najwięcej.

Spider-Man, Ostatnie łowy Kravena

Tymczasem DeMatteis, zainspirowany poematem Blake’a Tygrys (chyba jednym z najbardziej nadużywanych tworów poetyckich w komiksach, znajdziecie go bowiem w Punisher: Tiger Ennisa czy Wolverine: Origin Jenkinsa) oraz dziełami Dostojewskiego, zrobił historię niemal idealną. Pełną akcji, ale i przemyśleń, genialnych momentów ukazujących głębię postaci (sceny z MJ zabijającą szczura to perełka), poruszającą i wstrząsającą. Przez 30 lat, jakie minęły od jej powstania, wiele w komiksie się zmieniło, wiele także pokazano – przekraczano granice dobrego smaku, kontrowersji i bluźnierstwa także w głównym nurcie, ale Ostatnie łowy nadal poruszają tak, jak przed laty.

Fabuła, która wydaje się na pierwszy rzut oka dość prosta, tak naprawdę jest jedną z najlepiej skonstruowanych w całym uniwersum Marvela. A wszystko dzięki zachwycającej psychologii Kravena, Petera i Mary Jane. Kraven w wykonaniu J.M. DeMatteisa to postać tragiczna, oszalała z żądzy wielkości i tragicznych zdarzeń z młodości. Peter jest jego przeciwieństwem. Człowiekiem, który się boi. Człowiekiem, który nie potrafi poradzić sobie z własną śmiertelnością i tym, co wymusza na nim jego moc. A Mary Jane wreszcie przestaje być pustym, ładnym dodatkiem do męża, a staje się kobietą, która ze względu na “zawód” Spidermana, zamartwia się ciągle o niego i obawia najgorszego. Nie można też i zapomnieć o Verminie, człowieku, który zatracił człowieczeństwo zupełnie i pogrąża się coraz bardziej we własnym spaczeniu.

Doskonale wszystko to ilustrują rysunki Mike’a Zecka, chyba najlepsze, jakie zrobił w całej swojej karierze. Lekkie plansze, dość ascetyczne, ale nietypowe jak na amerykański rynek komiksowy, bo malowane ręcznie, farbami. Odpowiednio mroczne i nie stroniące od krwi. Takie, które można oglądać bez przerwy i się nie nudzić. Takie, które wyglądają jak gotowe storyboardy, poprowadzone z filmową płynnością i wyczuciem materii.

Spider-Man, Ostatnie łowy Kravena

Nie ma się więc co dziwić, że dla wielu (spójrzcie tylko na listę 10 najlepszych Pająków z setnego polskiego zeszytu Spider-Mana), w tym także i dla mnie (oczywiście razem ze śmiercią Gwen) to  Spider numer 1! Mroczny, przygnębiający i szokujący. Szkoda, że w polskiej edycji nie pokuszono się o jego ciąg dalszy. Jest nim historia Soul of the Hunter, gdzie Peter musi podjąć się próby przebaczania Kravenowi, bo byłby on idealnym podsumowaniem całości. Tak czy inaczej, jest to album, który polecam każdemu. Album, którego wydarzenia widać w serii do dziś (Cierpienia, Pościg cz. 4, Saga Klonów, Kraven’s First Hunt, Grim Hunt… długo by wymieniać), i który miał nawet wpływ na innych bohaterów (Daredevil: Diabeł Stróż). Wart poznania pod każdym względem.


Autor: WKP

Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x
()
x
Przeczytaj poprzedni wpis:
Uncanny X-Men
“Uncanny X-Men: Złamani” – Recenzja

Uncanny X-Men: Złamani Piekielny Trud Drugi tom Uncanny X-Men Bendisa nie zawodzi. Ta seria, jak i przedstawiająca analogiczne do niej

Zamknij