„The Infernal Hulk” #1 (2025) – Recenzja
The Infernal Hulk #1 (2025)
Hulk infantylny
Phillip Kennedy Johnson to taki autor, który zyskał trochę uznania, ale ja osobiście, jak widzę na okładce jego nazwisko, omijam z daleka. No nie po drodze mi z jego fabułami: wtórne, z płaskimi postaciami i sztywnymi dialogami. Przez niego przestałem czytać Supermana, którego czytałem nawet kiedy kiepścił go Bendis, tak samo Hulka, a teraz on wraca z nowym Sałatą i… No i nie dla mnie to komiks: sztampowy, kiepsko pisany, z fajnymi rysunkami, ale nic poza tym.
INCREDIBLE…IMMORTAL…INFERNAL! The evil known as Eldest has literally torn Bruce Banner and the Hulk apart and taken the Hulk’s body as their own. This new, unstoppable Infernal Hulk is ten times the monster that everyone always feared Hulk would be. Their diabolical plan is to plunge the world back into ancient horrors by transforming our heroes into nightmarish beasts! Meanwhile, the indomitable Bruce Banner, though powerless, will stop at nothing to thwart their evil schemes!
Można się czepiać, że to komiks, który z Hulkiem jedyne co ma wspólnego to tytuł, ale po co. Johnson chciał czegoś nowego (co doceniam samo w sobie), więc odrzucił co hulkowe i poszedł w horror, który próbuje być lovecraftowski. Nie wyszło mu jednak ani to nowe, ani to lovecraftowskie, bo opiera to wszystko na zgranych do bólu schematach, tylko źle wykonanych. Rozdzielenie Hulka i Bannera? Było. Hulk, jako wielkie zagrożenie, niszczyciel światów? Rzecz zgrana do bólu. Horror na pierwszym planie? Też. Tyle, że kiedyś to wszystko miało w sobie to, co w Sałacie fani lubili, a tu te elementy przepadły.
To byłoby jednak bez znaczenia, gdyby wykonać je dobrze, ale nic z tego. Scenarzysta, jak to on, bierze co już znamy i robi to o wiele gorzej. Drętwe to, sztywne, nijakie. Tam, gdzie akcja i nic do gadania, jeszcze jakoś to leci, bo nie obnaża słabizn pisarstwa Johnsona, ale tam, gdzie pojawiają się dialogi zgrzyta to wszystko. A ta akcja, choć szybka, jakoś nie ciekawi i nie zachęca by sięgnąć po więcej. Ale niczego innego się nie spodziewałem.
Autor: WKP





