KomiksyTeksty

„The Punisher #1-6” (2016) – Recenzja

The Punisher #1-6
Bardzo nudna, piękna masakra

Już przed premierą nowej serii serialu Daredevil, produkowanego przez platformę Netflix, docierały do nas sygnały dotyczące tego, jak świetną kreację stworzył Jon Bernthal w roli Punishera. Jeśli ktoś miał wątpliwości co do jego umiejętności aktorskich lub tego czy jest to właściwy casting, to w momencie premiery serialu jakakolwiek dyskusja na ten temat została zamknięta. W mojej opinii jest to najlepszy aktorski Frank Castle, jakiego mieliśmy przyjemność oglądać i recenzje jego występu w serialu były w ogromnej większości pozytywne. Nic więc dziwnego, że Dom Pomysłów postanowił wykorzystać tę nową falę popularności.

Punisher

W tym celu zdecydowano się na wydanie nowej serii zeszytów traktujących o bezlitosnej ręce sprawiedliwości, jaką jest Frank Castle. Myślę, że osobom zaznajomionym z twórczością Marvela tej postaci przedstawiać nie trzeba, gdyż jest on bohaterem kultowym. Jeśli jednak trafi tu ktoś nowy, niech wie, że Frank Castle to były żołnierz elitarnej jednostki Marines, który w wyniku działalności nowojorskiej mafii stracił w tragicznych okolicznościach żonę oraz córkę. Ta tragedia sprawiła, że z honorowego żołnierza i kochającego ojca zmienił się w zabójczo skutecznego mściciela, którego życiową misją stała się eliminacja elementu przestępczego. Nie ma się więc co dziwić, że komiks ten ze względu na swą brutalność został oznaczony jako niewłaściwy dla dzieci.

Przed niełatwym zadaniem opowiedzenia kolejnej historii o Punisherze stanęła tym razem Becky Cloonan. Trzeba przyznać, że po seriach przygotowanych przez takie tuzy jak Garth Ennis czy Jason Aaron poprzeczka była zawieszona bardzo wysoko. W stawieniu czoła temu wyzwaniu scenarzystce pomagają Steve Dillon, doskonale znający Punishera rysownik, a także Frank Martin odpowiedzialny za kolory. Ogromne wrażenie robią też same okładki kolejnych zeszytów, mnie szczególnie do gustu przypadł zeszyt #5, za które odpowiedzialny jest Declan Shalvey.

Czy nowa scenarzystka sprostała temu trudnemu zadaniu? Ciężko mi niestety jest pozytywnie odpowiedzieć na to pytanie, gdyż cała historia jest naprawdę mocno sztampowa. Po raz kolejny dostajemy bezwzględnego Punishera o krok wyprzedzającego patyczkującą się z przestępcami policję i systematycznie rozprawiającego się z gangiem produkującym nowy narkotyk o nazwie EMC, który zwykłych chuliganów przemienia w krwiożercze bestie. Wow. Po przeczytaniu sześciu numerów nie doczekałem się żadnego potężnego zwrotu akcji, chociaż dla obiektywnej obrony serii muszę przyznać, że są tu też naprawdę emocjonujące momenty. Kolejnym minusem są w mojej opinii kompletnie nijacy przeciwnicy, z głównym antagonistą na czele – człowiekiem o imieniu Face. Wiecie skąd jego pseudonim? Ściąga ludziom skórę z twarzy i kolekcjonuje je jak maski. Naprawdę.

O ile fabularnie seria wypada raczej miałko, tak od strony artystycznej prezentuje się wyśmienicie. Obaj artyści odwalili kawał świetnej roboty przygotowując dla nas bardzo żywe, staranne i krwiste panele. Na szczególne słowa uznania zasługują zaś te prezentujące sceny akcji. Są bardzo dynamiczne, ani na chwilę nie tracą swej płynności i jednocześnie przejrzystości, a choreografii walki nie powstydziłby się sam John Woo w swoich filmach.

Niestety, na obecnym etapie opowieści muszę powiedzieć, że komiksowy bohater nie dorównuje swojemu serialowemu odpowiednikowi. Cała opowieść wydaje się w miarę zgrabna i poprawna, ale… No właśnie, poprawna. I jeśli chodzi o fabułę to na tej poprawności się kończy. Nawet krótki epizod w którym poznajemy nieco przeszłość Franka nie jest szczególnie interesujący. Ja sam z pewnością będę kontynuował swoją przygodę Punisherem i sycił swoje oczy pięknymi rysunkami. Nie jest to jednak komiks, który postawiłbym na półce „umrę, jak nie przeczytam”.


Autor: Failov

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x