The Unworthy Thor #2″ (2016) – Recenzja

The Unworthy Thor #2

Thor nie istnieje, a przynajmniej nie taki, którego znaliście – został tylko niegodny Odinson. Jednak przeznaczenie postanowiło się o niego upomnieć i wskazać mu drogę ku odkupieniu. Bohater, zdruzgotany swoim położeniem, który ze strachu przed snami, nie zmrużył oka przez 9 miesięcy, 3 tygodnie, 4 dni i 7 godzin, rozpoczął poszukiwania nowego Mjolnira.

Nikt nie mówił, że będzie łatwo, nawet mając u boku takich towarzyszy jak wierny kozioł Toothgnasher, i waleczny Beta Ray Bill (wraz ze swoim młotem – Stormbreakerem). Syna Odyna czeka najtrudniejszy sprawdzian w życiu, któremu w ostatecznym rozrachunku będzie musiał podołać sam.

W The Unworthy Thor #2  historia dopiero nabiera tempa, a Jason Aaron i Olivier Coipel stawiają na ścieżce losu Odinsona zaskakujące przeszkody.

Nowy początek przedstawia motyw szczerej, męskiej przyjaźni. To, co dzieje się między Beta Ray Billem, a Odinsonem jest kwintesencją braterstwa, bez uprzedzeń i zbędnych pytań. Przyjaciel jest w potrzebie? Więc zrobię wszystko co mogę. Nie ma młota? Dam mu Stormbreakera. Pójdę za nim w ogień. Za Asgard! Przyznajcie sami, że taki towarzysz to skarb. Parę zdań i rysunków, na kilku panelach, wystarczyło, by pokazać coś, co w szeroko pojętym komiksowym świecie jest rzadkością: superbohaterską więź. Gdyby nie twarz Billa, to powiedziałabym, że można z nim konie kraść.

Przejdźmy jednak do Asgardu, a raczej tego, co z niego zostało. Stary Asgard po prostu zniknął, wyparował, rozpłynął się w kosmosie, a może tylko… ktoś go ukradł. Tak, jest taka postać w Marvelu, ani dobra, ani zła, która mogła tego dokonać. To ktoś, na kogo dziwnym zbiegiem okoliczności natrafiam w każdym komiksie, po który sięgam ostatnio. Ktoś, komu w dzisiejszych czasach przypisalibyśmy jakieś zaburzenia psychiczne i manię zbieractwa – Kolekcjoner we własnej osobie. Odinson również staje się częścią jego zbiorów, ale nie tylko po to żeby być eksponatem w gablocie. Kolekcjoner ma bowiem Mjolnir, ten drugi Mjolnir z dawnego świata Ultimate (1610), który czeka na prawowitego właściciela, godnego jego mocy.

Problem w tym, że do Kolekcjonera nie dociera fakt, że Odnison nie jest zdolny, w obecnej sytuacji, sięgnąć po młot. Nawet wtedy, gdy antagonista zmusza go do tego zadania, bazując na najniższych ludzkich instynktach. Nie wiem, jak Aaron i Coipel to robią, ale ta mini-seria ma tak emocjonalny wydźwięk, że przy scenach takich, jak wspomniana wyżej, robiło mi się smutno, bałam się przewrócić stronę i mruczałam pod nosem: – Proszę, nie…

Jakby tego wszystkiego było mało, to zakończenie drugiego zeszytu funduje nam szok. Przenosimy się z kosmosu na Ziemię, do Nowego Jorku i kwatery głównej drużyny Ultimates. Tam, pewna zakapturzona postać potrzebuje pomocy potężnego więźnia, na którego widok zaliczyłam tzw. opad szczeny. Nie zdradzę kto to, ale mogę powiedzieć, że komiksomaniacy znają go dobrze, a i fani MCU mieli sposobność zetknąć się z tym bohaterem.

Oliviera Coipela wychwalałam już pod niebiosa, przy okazji poprzedniej recenzji, i zdania na temat jego ilustracji nie zmieniam – ciągle są zachwycające. Ekspresyjna kreska i dbałość o detale, plus kolory Matthew Wilsona dają razem fantastyczny spektakl. Te napakowane akcją strony, zdają się oddychać.

The Unworthy Thor #2 wywarł na mnie jeszcze większe wrażenie, niż zeszyt z numerem jeden. Z tego względu, że zaczynając czytać tę serię, bardzo chciałam wiedzieć: co sprawiło, że Thor stał się niegodnym Mjolnira? Tymczasem, wydarzenia ukazane w tym zeszycie, okazały się być tak interesujące same w sobie, że tamto pytanie zeszło na dalszy plan. Owszem, dalej mnie ono intryguje, ale widzę, że Jason Aaron ma genialny plan, jak poprowadzić ten scenariusz i wszystko wyjdzie na jaw w odpowiednim czasie. Zainteresowanych losami Odinsona  mogę tylko upewnić w tym, że warto sięgnąć po tę pozycję, a osobiście czekam już na kolejny tom.


Autorka: Zireael

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x