„The Unworthy Thor #5” (2017) – Recenzja

The Unworthy Thor #5
[…] bo od szeptu się zaczęło, a skończy się na piorunie

Minęły 3 lata od momentu, gdy Thor utracił Mjonilr, a pięć miesięcy od kiedy Jason Aaron rozpoczął podróż Odinsona w mini-serii The Unworthy Thor. Ach, cóż to była za podróż… Pełna emocji, akcji i tajemnic, i – co najlepsze – wcale się nie skończyła. Wraz z ostatnim, piątym zeszytem jedne wątki zostały zamknięte, ale inne ciągle domagają się odpowiedzi, bądź kontynuacji, co, jak wierzę, nastąpi niebawem.

Nie chcę się chwalić, ale od początku miałam dobre przeczucie, co jest, a właściwie było, sednem tej historii. Absolutnie nie chodziło tutaj o młot, mimo że ten, który się pojawił, Ultimate Mjolnir, był siłą napędową całości – kusił swoją obecnością i zamydlał oczy nam, czytelnikom. W centrum jednak zawsze był Odinson i szept Nicka Fury’ego, który prawie zniszczył księcia Asgardu. Oczywiście same słowa nie miały mocy sprawczej, a uczyniły Thora niegodnym dlatego, że w nie uwierzył. Przez cztery poprzednie recenzje paplałam Wam radośnie o boskości i człowieczeństwie, i nawet przez myśl mi nie przeszło, że jestem tak blisko rozwiązania. Ale dość, cicho sza… żadnych spoilerów.

Syn Odyna z każdym kolejnym zeszytem podnosił się po upadku, by na koniec zmierzyć się nie z Kolekcjonerem czy Thanosem, ale z samym sobą. Ten szept był niczym śmiertelny wirus, na który co prawda nie ma lekarstwa, ale po czasie silny organizm jest w stanie wytworzyć sobie na niego odporność. I tak się stało z niegodnym Thorem, pogodził się z losem i wyzdrowiał. Aż do finału chyba sam nie zdawał sobie sprawy, że dokona świadomego i dojrzałego wyboru tego, co naprawdę jest ważne. Decyzja, którą podjął, mogła rozczarować wielu fanów, ale mnie po prostu zaskoczyła.

W całej serii oprócz ekstremalnego studium charakteru Odinsona dostaliśmy kilku innych, bardzo wyrazistych bohaterów, jak chociażby Beta Ray Bill – taka przeciwwaga złamanego Thora i doskonały przykład prawości. Jednak to Kolekcjoner przykuwał uwagę przede wszystkim. Postać do tej pory odbierana przeze mnie raczej jako neutralna, no może z kilkoma wyskokami na ciemną stronę, tutaj została przedstawiona jako zło wcielone. Już nawet pomijając obsesyjne zbieractwo i porwanie całego Asgardu, zaskoczyła mnie w nim przeogromną chęć władzy i bezwzględność – nawet Thanos, dysponujący niezaprzeczalnie wielką siłą, wypadł przy nim blado.

W podsumowaniu nie da się nie wspomnieć o zwierzętach, bo kozioł Toothgnasher i Thori (diabelski pies) ujmują magicznością i skutecznością w walce, a w przypadku tego drugiego, jeszcze charakterem. W piątym numerze kosmicznej fauny w ogólnym zamieszaniu przemyka się dużo więcej, i tak sobie myślę, że gdyby ktoś w uniwersum Marvela chciał szukać fantastycznych zwierząt, to teraz wie, gdzie je znaleźć.

Komiksowe historie byłyby naturalnie niczym bez ilustracji, a w Unworthy Thor #5, jak i w pozostałych zeszytach, czarują nas nimi Olivier Copiel, Kim Jacinto i Pascal Alixe. Klasyczne i eleganckie kreski sprawiają, że to fantastyka w czystym wydaniu, idealna i emocjonalna – na tych rysunkach ożywa  każdy bóg, heros, villain czy przedstawiciel kosmicznej menażerii. Całości dopełniają kolory (autorstwa Mata Lopesa  i Jaya Davida Ramosa), w zależności od sytuacji naturalne i stonowane bądź jaskrawe, porażające intensywnością. Obecnie nie znajduję innej serii, która wizualnie równie mocno by mnie zachwyciła.

Pozwoliłam sobie w tytule użyć własnego cytatu z poprzedniej recenzji, a właściwie nieco zmienionego i przetłumaczonego zdania wprost z komiksu, gdyż pasuje jak ulał do tego, co spotkało Thora Odinsona. Dawno temu kilka cichych słów zapoczątkowało wszystko, a teraz w końcu je znam, chociaż podobnie jak Beta Ray Bill uważam, że są nieprawdziwe. Wreszcie wiem, że Ultimate Mjolnir ma nowego właściciela, ale Jane Foster nadal dzierży tytuł i klasyczny młot Thora. Wiem, co się stało z Nickiem Furym, i że Thanos zyskał potężną sojuszniczkę. Wiem także, że książę Asgardu się zmienił, a Mjolnir to tylko narzędzie. Z nim czy bez niego, syn Odyna i tak został bohaterem, silniejszym bogiem i na pewno lepszym człowiekiem.

Wszystkie 5 zeszytów dostarczyło mi nie mało wrażeń, a pamiętam, że na początku oczekiwania miałam ogromne. Zakochałam się w tej przemyślanej i dopracowanej historii, w postaciach, dynamice i emocjonalnym wydźwięku całości. Spodobało mi się nieoczywiste zakończenie (z kilkoma niewiadomymi), które stricte jest początkiem czegoś zupełnie nowego.

Piorun uderzył w komiksie naprawdę, a we mnie w przenośni, porażając mnie doskonałą lekturą. Thor może i jest niegodny, ale seria z pewnością jest godna uwagi.


Autorka: Zireael

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x