„Undeadpool” #1 (2025) – Recenzja
Undeadpool #1 (2025)
Dead Can Talk…. Too Much
Tim Seeley bierze się za Deadpoola. Czy czekałem? A no nie, bo może i nawet lubię jego Odrodzenie, niemniej to, co robił w głównym nurcie jakoś mi nie siadło. Podobnie rzecz ma się z tym komiksem. Kiedy Seeley pisze to, co horrorowe, fajnie jest, ale gdy idzie w rzeczy bardziej marvelowskie, słabiej już mu to wychodzi. A i jednocześnie udało mu się dokonać rzeczy specyficznej, bo zrobić komiks, w którym Deadpoola brakuje, ale za to jest przegadany ponad normę. Oto Undeadpool #1.
THE MERC WITH THE MUTATED MOUTH…HUNGERS! X YEARS LATER, and the virus ravaging the REVELATION TERRITORIES has finally made WADE WILSON into what he always wanted to be – a mutant! But not like this – NOT LIKE THIS! Deadpool’s healing factor is on overdrive, his mind a passenger in a body that hungers…and cannot be sated, unless he devours the life force of mutants! His next targets are the new blood known as FEARLESS, MAGNI, KID MAN-THING and FANTASTICA. It’s Deadpool like you’ve never seen him!
Czytając ten komiks można odnieść wrażenie, że to jedynie wstęp do czegoś większego. Początek, szkic, zarysowanie, podbudowa, a nie pełnoprawny debiut. I to by miało sens, gdyby seria faktycznie się rozciągnęła, ale to mają być tylko 3 zeszyty. 3, a 30 procent z tego to wprowadzenie, które można było zrobić szybciej i lepiej.
Plusy? Pomysł na zombie Deadpoola jest fajny. Pomysł na to, by to był horror i pójście w takie klimaty też. Graficznie rzecz jest znakomita i ogląda się to świetnie. Ale to w zasadzie tyle. Komiks jest bez sensu przeładowany tekstem. Ja wiem, że to najemnik z nawijką i dużo gada, ale nie aż tyle. Tak gadał tylko w czasach klasyki, która też była pod tym względem kiepska, bo gadanie ma sens, kiedy niesie ze sobą coś ciekawego, a nie jest paplaniną dla samej paplaniny, a tak tu najczęściej jest. Szkoda.
Ale komiks śmiało przeczytać można. Nie jest wyważony, sprawia wrażenie, jakby marvelowskie elementy wciśnięto tu na siłę i o wiele lepiej wypadłby, jako dzieło samodzielne, ale i tak daje radę.
Autor: WKP






Jak dobrze pamiętam Deadpool narodził się w Marvelu w 1991. Dlatego cały czas jest powrót do tych lat. I owa nawijka musi być. Tak czy siak.