„Venom #1” (2021) – Recenzja
Venom #1 (2021)
Nowe przygody Venoma
Może ciężko mi się zgodzić, że to, co dostajemy w tym zeszycie to najbardziej ambitny projekt spośród wszystkich komiksów o symbiontach, ale na pewno ten nowy start serii o Venomie wart jest uwagi. Bo dzięki Alowi Ewingowi w nasze ręce trafia naprawdę udany komiks. Rozrywkowy, ale oferujący ową rozrywkę na naprawdę dobrym poziomie. Oto Venom #1 (2021).

AN EPIC NEW ERA FOR THE SINISTER SYMBIOTE STARTS HERE! Hot off the heels of VENOM #200 and EXTREME CARNAGE, we’re closing out 2021 with one of the most ambitious books in symbiote history – an all-new VENOM from some of comics’ greatest talents! Marvel mainstay AL EWING, who himself has just ended a character-redefining run on IMMORTAL HULK, is being joined by RAM V, a horror maestro all his own, to craft a mind-bending and gut-wrenching tale of symbiosis the likes of which the Marvel Universe has never seen! AS IF THAT WASN’T ENOUGH, they’ve been joined by industry legend BRYAN HITCH, who is leaving IT ALL ON THE PAGE! We haven’t led you astray yet, have we? So trust us when we tell you that you have NEVER seen a VENOM like this!
Po świetnych zeszytach cyklu Absolute Carnage, które w przyjemny sposób powróciły klimatem i estetyką do lat 90. XX wieku, nowa seria Venom to uderzenie w bardziej współczesne rejony. Można powiedzieć, że nawet futurystyczne. Bliżej temu do fantastyki niż horroru – a na horror jednak liczyłem. Nie zmienia to na szczęście faktu, że mamy to do czynienia z dobrym komiksem akcji.
Oczywiście pewna doza klimatu też jest obecna na stronach. Na razie jednak przede wszystkim to widowiskowa opowieść, gdzie dzieje się sporo. Nie jest to może tak pozytywne zaskoczenie jak Nieśmiertelny Hulk, ale nadal warto po zeszyt ten sięgnąć, bo zapowiada ciekawy nowy rozdział przygód kultowej postaci. Oby tylko kolejne numery miały lepszą szatę graficzną, bo tej, choć nic właściwie nie brakuje, daleko jest do tego, na co osobiście bym liczył.
Autor: WKP




Venom to ciekawa postać. Jeśli symbiont można nazwać postacią. Osobiście lubię jego przygody.