KomiksyTeksty

„Wolverine: The Long Night Adaptation” (2019) – Recenzja

Wolverine: The Long Night Adaptation (2019)
Milion sposobów, jak zginąć na Alasce

Na tak wiele sposobów można umrzeć na Alasce. Od tego stwierdzenia zaczyna swą opowieść jeden, z pracujących w miasteczku Burns, rybaków. Oczywiście wśród wielu mniej lub bardziej klasycznych dróg zejścia z tego świata znajdzie się ta jedna, szczególna, która pociągnie całą historię do przodu. Bo o to na porzuconym kutrze doszło do masakry. Coś poćwiartowało załogę zostawiając na zwłokach trójszponiaste ślady. I to w zasadzie wystarczy, żeby każdy fan komiksów Marvela zaczął śledzić historię z dużo większym zainteresowaniem. Ale czy rozwiązanie sprawy może być aż tak oczywiste? Aby odpowiedzieć na to pytanie będziemy musieli przyjrzeć się zakończonej niedawno komiksowej mini-serii Wolverine: The Long Night Adaptation.

Komiks Wolverine: The Long Night powstał jako adaptacja podcastu/słuchowiska o tym samym tytule stworzonego przez Benjamina Percy’ego. Marvel nie tylko postanowił przenieść ten pomysł do innego medium, ale i zatrudnić przy jego realizacji autora pierwotnego scenariusza. Tym samym dał nam możliwość poznania historii od zupełnie innej strony. Co prawda, głównie wizualnej, ale nie mogłam oprzeć się wrażeniu, iż pewna adaptacja dialogów też była konieczna. Aczkolwiek fakt, że scenariusz został oparty o słuchowisko, jest aż nazbyt widoczny.

Każdą scenę, każdy ważny wątek, stanowi opowieść jakiejś konkretnej postaci. Chociaż opowieść dotyczy naszego ulubionego mutanta, sam pojawia się rzadziej niżbyśmy sobie tego życzyli. Zdaje się, iż musimy go śledzić razem z tajnymi agentami, którym przyszło prowadzić śledztwo. Brak tu jednego, wszechwiedzącego narratora, czy konkretnego bohatera opowiadającego o swoich losach i przemyśleniach. Mamy okazję poznać różne zdania, odmienne opinie o zaistniałych wydarzeniach i rozmowy, będące główną osią fabuły. Czasem wydaje się, że najważniejsza akcja toczy się obok, poza możliwościami poznawczymi czytelnika, i wówczas jesteśmy zdani na relacje “z drugiej ręki”. Momentami może to irytować, ale jest też ciekawym i całkiem odświeżającym rozwiązaniem, zdecydowanie wzmagającym zainteresowanie fabułą.

Ta, z kolei, zaczyna się dość sztampowo. W zapomnianym przez Boga i ludzi małym miasteczku zostaje popełnionych kilka dość brutalnych morderstw. Śledztwem interesuje dwójka tajnych agentów, co zdecydowanie nie jest na rękę lokalnemu szeryfowi. Oczywiście dobrze wiedzą, kogo szukają. Jakby specjalnie wypatrywali tropów, które doprowadzą ich do Logana. Ponadto są tajemniczy, bezwzględni i tak tajni, że nie nawet nie posługują się nazwą swojej agencji. Dalej klisze pojawiają się w mniej lub bardziej intensywny sposób, ale konstrukcja akcji w poszczególnych zeszytach mimo wszystko mocno wciąga. Początkowa zbrodnia nie wydaje się tak jednoznaczna, a sam Logan zostawia zbyt wiele śladów sugerujących, iż nie może być do końca odpowiedzialny za wszystko, o co się go podejrzewa. Chyba, że… no właśnie. Mamy wrażenie, że coś się z nim dzieje. Jakby dziczał bardziej niż zazwyczaj. Pikanterii fabule dodaje też tajemniczy kult, który postanowił sobie obrać za siedzibę to samo miasteczko, a także wszechwładny i bogaty właściciel firmy rybackiej z dość upiornym zamiłowaniem do polowań i nielegalnych interesów. Czyżby i oni mieli coś wspólnego z zabójstwami?

Pierce i Marshall – agenci prowadzący śledztwo w sprawie Logana – na początku nie wzbudzają mojej sympatii, choć to oni są czynnikiem łączącym wszystkie zeznania. Podświadomie widziałam ich w rolach oprawców, którzy szukają Wolverine’a tylko po to, by móc wykorzystać jego niezwykłe umiejętności. Jednak, zgłębiając tajemnice miasteczka, które, jak można się domyślić, wcale tak spokojne nie jest, nabyłam do nich pewnego szacunku. Szacunku do ich chłodnego profesjonalizmu i bezstronności, na tle których doskonale widać emocje i grzeszki innych. Kiedy miasto i jego mieszkańcy zaczęli mnie niepokoić bardziej od tajemniczej bestii, to właśnie w ich fachowości szukałam oparcia. Choć daleko było temu do zaufania, to przynajmniej agent Marshall w pewien sposób wzbudził moją sympatię.

Przyglądając się komiksowi pod względem graficznym, czuję się wewnętrznie rozdarta. Z jednej strony nie jestem fanką tych schematycznie przedstawionych pejzaży i tła, które tylko każe nam dochodzić swego uroku. Fakt, dobrze oddają nastrój grozy, niepokoju i niepewności, pozwalając skupić się na tym, co dzieje się na pierwszym planie, ale ja naprawdę lubię wpatrywać się w szczegóły i wyszukiwać pozornie nic nieznaczące detale. Dlatego też czuję niedosyt, gdy mi tego brakuje. Z drugiej strony projekty postaci posiadają w sobie pewien realistyczny magnetyzm, przyciągający oko. O ile nie są tylko plamą tła, doskonale wyrażają emocje, wywołują sympatie i antypatie, pozwalają czytać z ludzi niczym z prawdziwych ludzkich twarzy i postaw. Przyznaję, że to akurat naprawdę przypadło mi do gustu, ale to akurat trochę za mało, żebym się zachwyciła.

O sile Wolverine: The Long Night stanowi nietuzinkowa forma przedstawienia fabuły. Scenariusz śledztwa i poszczególnych przesłuchań, pozwala dłużej utrzymać w tajemnicy główne wątki. A te, trzeba to przyznać, w ogóle nie zaskakują. Mnóstwo historii rozpoczynających się w małych, amerykańskich miasteczkach od śmierci i tajemniczego przybysza, ma mniej więcej taki sam przebieg. Opowiedzenie historii z perspektywy Logana lub przy pomocy klasycznej, trzecioosobowej narracji, spowodowałoby utratę zainteresowania czytelnika, a tym samym sens komiksu. Nie mniej komiks prezentuje się wyjątkowo dobrze i udowadnia, że nawet klisze można zajmująco i ciekawie przedstawić, o ile ma się na to nietuzinkowy pomysł.


Autorka: Powiało Chłodem

Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Tomek 658

Wolverine to postać, która mimo wszystko da się lubić. Jego przekleństwem jest niebieska Mistique. Która cały czas go prześladuje. Ale Wolverine’a zawsze znajdzie wrogów. Nie pasuje wielu ludziom. Ale przecież to co robi ktoś inny raczej nie mamy na to wpływu. A różnych i dziwnych ludzi na Świecie nie brakuje.

1
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x