„Amazing Spider-Man #1” (2018) – Recenzja
Amazing Spider-Man #1 (2018 / Fresh Start)
Another Brand New Day
Kiedy całkiem niedawno temu recenzowałem jubileuszowy, #800. zeszyt serii Amazing Spider-Man pisany przez Dana Slotta, wspomniałem, że nowy wolumin tej serii nie zapowiada się zbyt ciekawie. Teraz jednak, kiedy jestem po jego lekturze, mogę powiedzieć jedno: choć nie ma tu niczego świeżego, odkrywczego ani tym bardziej rewolucyjnego, okazał się on całkiem sympatyczną lekturą. Wszystko dzięki temu, że seria powróciła – po raz kolejny – do swoich początków. Rodzi to co prawda pytanie „ile można?”, ale z drugiej strony piąty volume Spidera został otwarty o wiele lepiej, niż czwarty (który był chyba najgorszym początkiem w dziejach tej serii – zabrakło pomysłów. Peter zaczął przypominać Starka, więc stracił to, co w nim lubiłem, a przeciwnicy byli głupi i żenujący… długo można by wymieniać) i dostarcza niezłej, lekkiej zabawy.
Wielka firma, wielki sukces, wielka sława… To wszystko jest za Peterem Parkerem. Teraz zaczyna nowy etap życia, u boku przyjaciół, dobrze radząc sobie zarówno na polu prywatnym, jak i superbohaterskim. A skoro tak się dzieje, nie może przy nim zabraknąć także jej – Mary Jane. Po tym, jak przed laty, ratując życie cioci May oboje godzili się, by Mefisto wymazał z istnienia ich związek, w końcu zbliżają się do siebie. Czy mają jednak szansę przetrwać jako para?
Jednocześnie Peter, już jako Spider-Man, wraz z innymi bohaterami Marvela, stawia czoła kosmicznej inwazji i jednemu ze swoich dawnych wrogów. Zdaje sobie przy tym sprawę, jak kruche jest jego życie, ale do czego go to wszystko doprowadzi? Gdy nawet na polu prywatnym wszystko zaczyna mu się sypać, wydaje się, że cały jego świat zaraz się zawali. A to dopiero początek…

Najlepszą rzeczą, jaką ma do zaoferowania ten komiks jest nie fakt, że historia znów stała się atrakcyjna dla czytelników nie znających zbyt dobrze długiej historii Spider-Mana, a elementy, zdawałoby się, mniej istotne. Pierwszą z nich jest to, że Peter i MJ znów się schodzą, było oczywiste, że w końcu to nastąpi, ale na ten moment fani czekali całą dekadę. Drugą kwestią są wątki z Kingpinem jako burmistrzem Nowego Jorku. Ten władca przestępczego świata wręcz idealnie nadaje się do tej roli i dlatego momenty z nim są naprawdę udane.
Jako całość, zeszyt jednak aż za bardzo przypomina etap serii znany pod nazwą Brand New Day. Peter znajduje się w podobnym miejscu, podobnie wiele jest też akcji, inaczej rozłożono akcenty i tym razem mniej jest tajemnic (a szkoda, bo to one były siłą nośną tamtej fabuły), niemniej podobieństwa są widoczne na każdym właściwie kroku. Trochę to irytuje, z drugiej strony całość jest udana i budzi we mnie sentyment. Szata graficzna mogłaby być lepsza, gdyby tak rysował to Ramos, Romita Jr., Kubert albo Deodato Jr., całość wypadłaby lepiej. W obecnym wydaniu za bardzo kojarzy mi się to z komiksami dla dzieci, ale cóż można na to poradzić. Trzeba czekać na zmianę rysownika.
I chociaż ja wyczekiwać kolejnych zeszytów jakoś szczególnie nie będę, fanom Pająka polecam to nowe otwarcie. Jest nieźle, jak na rozrywkowy komiks środka, choć mam nadzieję, że twórcy wkrótce obiorą inną ścieżkę i zrobią coś świeżego, bo zapowiedziana już powtórka ze Spiderversum nie obiecuje dobrej zabawy.
Autor: WKP







