„Avengers: Dostosuj się lub zgiń” – Recenzja

Avengers: Dostosuj się lub zgiń
Avengers są na kursie kolizyjnym z czasem – i sobą nawzajem!

W tym miesiącu (marzec) za sprawą wydawnictwa Egmont Polska na naszym rodzimym rynku pojawił się kolejny tom, traktujący o przygodach największej i najpopularniejszej drużyny Marvela – Avengers. Nowy komiks nosi tytuł Avengers: Dostosuj się lub zgiń i oznaczony został numerkiem 5. Cena rynkowa książeczki to standardowe 39,99zł, a w jej skład wchodzi pięć zeszytów – Avengers #24-28 – wydanych oryginalnie na przełomie roku 2013 i 2014 w ramach królującego wtedy MARVEL NOW!

Fabuła (odpowiada za nią Jonathan Hickman) piątego tomu z Mścicielami w roli głównej podzielona została na dwa główne wątki. Pierwszy dotyczy pędzącego w kierunku Ziemi ciała niebieskiego, które, jeśli nie zostanie powstrzymane, narobi poważnych szkód. W zapobiegnięciu nadciągającemu kataklizmowi obecnym Avengers pomoże gość z przyszłości (nie chcę spoilerować, więc sami będziecie musieli się dowiedzieć kim owa osoba jest). Drugi segment fabuły dotyczy za to multiwersum, organizacji AIM i pochodzącej z innego wymiaru drużyny Avengers, która tak milutka, jak znany wszystkim skład superbohaterów, wcale nie jest. Więcej zdradzać nie będę, za to z chęcią przytoczę Wam opis wydawcy.

Po wydarzeniach z „Nieskończoności” Kapitan Ameryka i Iron Man planują zmienić Avengers. Przeszkodzi im posłaniec z przyszłości, który ma bardzo złe wieści: samotna planeta nadlatuje w kierunku Ziemi. Drużyna znajduje sposób na obronę, który sama ledwo rozumie, lecz już za chwilę pojawiają się kolejne czasoprzestrzenne kurioza. Avengers ponownie muszą stawić czoło sobie samym. Czy ich doświadczenia będą podobne do doświadczeń X-Men? Jaką tajemnicę ujawni drużyna spoza czasu, gdy światem [światami] wstrząśnie naukowa wojna?

To musicie odkryć samodzielnie. Ja tylko dodam, że scenariusz Hickmana przypadł mi do gustu już parę lat temu, gdy czytałem tę historię w wersji angielskiej. Od tamtej pory nie zmieniło się kompletnie nic, gdyż odświeżając sobie Dostosuj się lub zgiń w naszym języku, wciągnąłem się bez reszty i połknąłem całość w jakąś godzinę. To chyba o czymś świadczy, prawda? Akcja jest rozłożona równomiernie, a wszystko zaczyna się dość niewinnie, bo zwyczajną rozmową. Na samym początku żaden z członków Mścicieli nie przeczuwa, że coś grozi zarówno bohaterom, jak i całemu światu. Przynajmniej do momentu, gdy podczas wspólnej imprezy pojawia się niespodziewany gość, który okazuje się pochodzić z roku 3030. Wyobraźcie sobie sytuację: najpotężniejsi herosi uniwersum ucztują wspólnie przy jednym stole, a w zasadzie przy jednym grillu, którego mistrzem jest sam Thor Odinson, a kelnerem jest Hulk (to chyba jeden z moich ulubionych momentów w tym komiksie). Całą sielankę przerywa niezapowiedziane pojawienie się kogoś w tumanach kurzu i iskier. Tajemnicza persona bez jakiejkolwiek introdukcji czy zwykłego powitania oświadcza Wam, że jeśli nic nie zrobicie, to inna planeta pędząca w stronę waszej, pozbawi życia wszystkich jej mieszkańców. Co byście w takiej sytuacji zrobili? Ja nawet nie mam siły się nad tym zastanawiać. W każdym razie, od tego momentu jest już tylko lepiej, ostrzej i ciekawiej. Warto jeszcze dodać, że na kartach komiksu pojawia się cała gama znanych nam postaci: Iron Man, Kapitan Ameryka, wcześniej wspomniany Thor, Captain Marvel, Black Widow, Hawkeye, Hulk, Falcon, Spider-Woman, Ant-Man czy Wasp. Prócz nich ukazane są tutaj także mniej znane osobistości jak Hyperion, Starbrand, Nightmask, Captain Universe, Manifold czy Cannonball.

Stroną artystyczną komiksu zajął się duet – Salvador Larroca (rysunki) oraz Frank Martin (kolory). Temu drugiemu akompaniowali jeszcze Dean White, Paul Mounts oraz Laura Martin. Dzięki takiej ekipie, sfera wizualna Dostosuj się lub zgiń prezentuje się naprawdę smakowicie. Delektować się nią jednakże będziemy raczej na chłodno, bo większa część palety barw z jaką się tutaj zetkniemy to szarości i błękity, gdyż duża partia wydarzeń rozgrywa się wewnątrz laboratoriów i sterylnych pomieszczeń. Jeśli już przenosimy się na zewnątrz, komiksowa pogoda i aktualna sytuacja powodują, że kolorystyka również zaczyna przypominać tę z wcześniej wspomnianych pomieszczeń budynków. Nie jest to w żadnym wypadku zarzut, gdyż taki zabieg powoduje, że zaczynamy bardziej doceniać wszystkie kolorystyczne i rzucające się w oczy fragmenty szaty graficznej. Na szczególne uznanie zasługuje tutaj moim zdaniem sposób, w jaki zaprojektowane zostały postaci. Nie są to „rozmemłane” cudaki w kolorowych wdziankach, którym uśmiech z buźki nie schodzi, i których zadaniem jest przede wszystkim trafić do młodszego odbiorcy. Wydaję mi się, źe od samego początku grupą docelową miał być czytelnik bardziej dojrzały. Z tego też powodu wszyscy wyglądają dużo poważniej, a ich kostiumy wcale nie powodują, że odbiera się ich jako niepoważnych dziwaków żyjących we własnym towarzystwie. Nie byłbym sobą, gdybym nie pozachwycał się również sposobem rysowania twarzy i prezentowania na nich emocji. Szczególnie pięknie wypadają tutaj Black Widow, Tony Stark (choć sam hełm Iron Mana również wygląda bardzo imponująco), a także Thor i Kapitan Ameryka. Coś pięknego. Na tak ślicznie rysowane komiksy aż nie żal wydawać pieniędzy. Gdyby każda obecna seria była tak rysowana, już dawno bym zbankrutował.

Sposób wydania woluminu nie odbiega w niczym od tego, do czego zdążył nas już przyzwyczaić Egmont. Cały zeszyt oprawiony został w twardszą i połyskującą przy tym obwolutę. Frontowa część tomu to oczywiście okładka (którą wykonał Esad Ribic) oraz tytuł. Część tylna Dostosuj się lub zgiń to jak można się domyślić opis wydawcy, którego zadaniem jest naprowadzenie czytelnika na to, o czym traktuje cała historia. Oprócz tego dostajemy jeszcze jeden artwork. Grzbiet z kolei zawiera numer tomu (w tym przypadku jest to numerek 5) i tytuł opowieści, więc i w tej materii nic się nie zmienia. Przód i tył okładki zostały jak zwykle zaopatrzone w zagięcia, które zawierają różne informacje. Przednie, w skrótowy sposób przedstawia główną ekipę pracującą przy komiksie. Tylne zaś prezentuje historie obrazkowe, które Egmont zdążył już wydać w Polsce i te, nad którymi właśnie pracuje. Wnętrze lektury jest jak zawsze przygotowane w bardzo pieczołowity sposób. Wszystkie strony wydrukowane zostały na papierze kredowym, który jest przy okazji bardzo przyjemny w dotyku, a w dodatku dobry jakościowo i wytrzymały. Przy recenzji tomu Deadpool: Wyzwanie Draculi pisałem, że papier wzmacnia też odbiór kolorystyki, jaka została użyta wewnątrz albumu. Nie inaczej jest i w przypadku nowych Avengersów. Każda strona, na której pojawia się choć szczątkowa ilość cieplejszych barw jest prawdziwą ucztą dla oczu. Względem samych dialogów i czcionki też nie mam żadnych zarzutów. Gdzieś tam wyżej napisałem, że komiks pochłonąłem dość szybko, więc wniosek z tego jest taki, iż żadnych problemów z czytaniem dymków nie miałem. Na pochwałę zasługuje również tłumaczenie, szczególnie te fragmenty, gdzie naukowcy AIM i ich Adaptoidy bełkoczą w typowym dla nich technologicznym żargonie. Inżynier ze mnie żaden, nawet nie elektryk, ale większość rzeczy zrozumiałem, więc mogę powiedzieć, że tłumacz (Marek Starosta) spisał się znakomicie. Sam koniec piątego tomu Avengers to prawdziwa uczta dla oczu. Tym razem czytelnikom stworzono galerię, składającą się z alternatywnych okładek wchodzących w skład Dostosuj się lub zgiń zeszytów Avengers Vol. 5 #24-28. Ostatnia strona tomiku to zapowiedź części szóstej – Wieczni Avengers.

Moim jedynym zarzutem względem samej historii i ekipy odpowiadającej za nią (a nie Egmontu) jest to, że mając tak pokaźną grupę postaci do dyspozycji, czynny udział w wydarzeniach bierze jedynie garstka z nich. Nie wiem też, czy nowy czytelnik całkowicie połapie się w tym, co opowieść prezentuje i co się w trakcie niej dzieje. Aby w pełni cieszyć się treścią tomiku, trzeba niestety w jakimś stopniu już znać uniwersum Marvela lub po prostu czytać od początku wydawanych przez Egmont Avengers. No właśnie, co do polskiego wydawcy, to tutaj mam tylko pretensję o jedną, jedyną rzecz: dlaczego strony nadal nie posiadają numeracji? Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to zwyczajny bzdet, ale jestem osobą, która lubi wiedzieć, ile dane czytadło ma stron. W dodatku rzadko kiedy używam zakładek i zazwyczaj zapamiętuję raczej kartę, na której skończyłem (bo rogów też nie zaginam). Umiejscowienie cyferek w dolnych lub górnych rogach stronic byłoby dla mnie prawdziwym ułatwieniem (a podejrzewam, że i nie tylko dla mnie). Prócz tego cała lektura prezentuje się naprawdę dobrze.

Avengers: Dostosuj się lub zgiń to porządny komiks, który jest wart swojej ceny. Ciekawy fabularnie, piękny wizualnie i skłaniający swoim zakończeniem do przemyśleń, a także do czekania z wywieszonym językiem na dalszą część historii. Jeśli więc macie cztery dyszki na zbyciu i nie wiecie co z nimi zrobić, zaopatrzcie się w Dostosuj się lub zgiń. Ja osobiście muszę przyznać, że pomimo tego, iż wiem co wydarzy się dalej, to na polskie wydanie i tak czekam z nieukrywaną niecierpliwością.


Autor: SQ


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu Egmont Polska.

Dodaj komentarz

  Subskrybuj  
Powiadom o

T.A.R.C.Z.A. zmusiła nas do śledzenia twoich poczynań poprzez pliki cookie! Czym są T.A.R.C.Z.A. i pliki cookie dowiesz się tutaj.

Co to są pliki cookies? Cookies, zwane również ciasteczkami (z języka angielskiego cookie oznacza ciasteczko) to niewielkie pliki tekstowe (txt.) wysyłane przez serwer WWW i zapisywane po stronie użytkownika (najczęściej na twardym dysku). Parametry ciasteczek pozwalają na odczytanie informacji w nich zawartych jedynie serwerowi, który je utworzył. Ciasteczka są stosowane najczęściej w przypadku liczników, sond, sklepów internetowych, stron wymagających logowania, reklam i do monitorowania aktywności odwiedzających. Jakie funkcje spełniają cookies? Cookies zawierają różne informacje o użytkowniku danej strony WWW i historii jego łączności ze stroną. Dzięki nim właściciel serwera, który wysłał cookies, może bez problemu poznać adres IP użytkownika, a także na przykład sprawdzić, jakie strony przeglądał on przed wejściem na jego witrynę. Ponadto właściciel serwera może sprawdzić, jakiej przeglądarki używa użytkownik i czy nie nastąpiły informacje o błędach podczas wyświetlania strony. Warto jednak zaznaczyć, że dane te nie są kojarzone z konkretnymi osobami przeglądającymi strony, a jedynie z komputerem połączonym z internetem, na którym cookies zostało zapisane (służy do tego adres IP). Jak wykorzystujemy informacje z cookies? Zazwyczaj dane wykorzystywane są do automatycznego rozpoznawania konkretnego użytkownika przez serwer, który może dzięki temu wygenerować przeznaczoną dla niego stronę. Umożliwia to na przykład dostosowanie serwisów i stron WWW, obsługi logowania, niektórych formularzy kontaktowych. Udostępniający używa plików cookies. Używa ich również w celu tworzenia anonimowych, zagregowanych statystyk, z wyłączeniem personalnej identyfikacji użytkownika. To pomaga nam zrozumieć, w jaki sposób użytkownicy korzystają ze strony internetowej i pozwala ulepszać jej strukturę i zawartość. Oprócz tego, Udostępniający może zamieścić lub zezwolić podmiotowi zewnętrznemu na zamieszczenie plików cookies na urządzeniu użytkownika w celu zapewnienia prawidłowego funkcjonowania strony WWW. Pomaga to monitorować i sprawdzać jej działania. Podmiotem tym może być między innymi Google. Użytkownik może jednak ustawić swoją przeglądarkę w taki sposób, aby pliki cookies nie zapisywały się na jego dysku albo automatycznie usuwały w określonym czasie. Ustawienia te mogą więc zostać zmienione w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym przesłaniu na urządzenie użytkownika. Niestety, w konsekwencji może to prowadzić do problemów z wyświetlaniem niektórych witryn, niedostępności niektórych usług. Więcej na ten temat znajdziecie tutaj --> https://rodoporadnik.pl/polityka-prywatnosci-cookies/

Zamknij

Przeczytaj poprzedni wpis:
Iron Fist, Netflix
„Marvel’s Iron Fist” [Sezon I] – Recenzja

Marvel’s Iron Fist [Sezon I] Wreszcie. Iron Fist - ostatni z czterech członków Defenders zawitał wraz ze swoim solowym serialem na

Zamknij