"Civil War II #1" (2016) – Recenzja

Civil War II… Wydarzenie, które – nie okłamujmy się – powstało chyba tylko i wyłącznie w celach czysto zarobkowych, gdyż wystartowało ono zaraz po premierze tegorocznego filmowego hitu Marvel Studios, czyli Captain America: Civil War. Tak, od samego początku byłem negatywnie nastawiony do tego eventu, bo twórcom nie chciało się nawet szukać nowej nazwy. Łatwiej przecież jechać na tym, co było dobre i jakiś czas temu już się sprzedało, więc marka na dzień dobry jest już wyrobiona. Długo nie mogłem zabrać się do czytania Civil War II #1, za które odpowiadają Brian Michael Bendis i David Marquez. Tym razem po przeciwnych stronach staną Iron Man i Captain Marvel (Carol Danvers), a sam spór dotyczyć będzie przyszłości i tego czy warto ją zmieniać, jeśli wiemy, co ma ona ze sobą przynieść… Cóż, nie brzmi to jakoś specjalnie dramatycznie, a na pewno nie przebija swoim pomysłem oryginalnej Wojny Domowej, jednak ku mojemu zdziwieniu – zeszyt numer jeden nie okazał się wcale być takim złym. Zresztą, sami sprawdźcie w poniższym tekście.

UWAGA! BĘDĄ SPOILERY. GIGANTYCZNE SPOILERY. CZUJCIE SIĘ OSTRZEŻENI.

Zacznijmy od historii – Civil War II #1 rozpoczyna się od mini-retrospekcji, która dotyczy całkiem nowej postaci i Inhumana przy okazji – Ulyssesa, tylko po to, aby zaraz przejść do wydarzeń mających miejsce kilka tygodni później (czyli obecnie). Na nowojorskim Manhattanie rozgrywa się epicka batalia pomiędzy Avengersami (w składzie: Ms. Marvel, Captain America – Sam Wilson, Nova, Iron Man i Spider-Man – Miles Morales) i potężną istotą pochodzenia pozaziemskiego – Celestial Destroyerem. Z początku sytuacja wydaje się być bardzo niekorzystna dla Mścicieli, jednak jak się okazuje – nic bardziej mylnego, bo za moment do tego niewielkiego grona dołącza cała gama kolejnych herosów, jak chociażby Thor (Jane Foster), Captain Marvel, Captain America (Steve Rogers), She-Hulk,  Spider-Man (Peter Parker) X-Meni oraz… Inhumans. Całe to zajście wygląda naprawdę epicko. Tak, słowo „epicko” idealnie wpasowuje się w ten moment, bo ilość akcji oraz sposób jej przedstawienia na tych kilku kadrach rozsadza głowę, a szczególnie scena, w której magiczny oddział Avengers (Doctor Strange, Scarlet Witch, Wiccan, Hellstrom, Magik, Shaman i Doctor Voodoo) szykuje się do ataku. Jak można się domyślić, całe zajście kończy się happy endem, a wielka ekipa superbohaterów ustawia się na przyjęcie z okazji wygranej, które następnego wieczora wydaje Stark. Tutaj nic specjalnie się nie dzieje, mówiąc szczerze. Wszyscy się cieszą i piją drinki, gratulując sobie nawzajem. Dodam jeszcze, że sama scena mocno przypomina mi tę z filmu Avengers: Age of Ultron, gdzie trykociarze świętowali swoje zwycięstwo nad HYDRĄ.

Ciekawie robi się dopiero w momencie, gdy wychodzi na jaw, że Avengersi, wraz z całą resztą bohaterów zostali wcześniej uprzedzeni przez Inumansów o tym, że Celestial przybędzie na Ziemię i zaatakuje Nowy Jork. Mówiąc prościej – ktoś wśród Inhumans przewidział taki tok wydarzeń i przekazał tę informację dalej. Dziwne? Trochę, bo do tej pory nie było jeszcze żadnej postaci w Marvelu, która mogłaby przewidywać przyszłość z taką dokładnością. Po wyjawieniu tego, Medusa przedstawia członkom Avengers (jak i czytelnikom) nową postać – Ulyssesa. To właśnie o niego, a właściwie to o jego zdolności będzie się rozchodzić w całym evencie, jakim jest Civil War II. Dowiadujemy się też, że nawet tak wprawiona telepatka, jaką jest Jean Grey (ta młoda), nie potrafi ukazać innym wizji, jakie miewa Ulysses. Właściwie nikt nie ma powodu, aby mu wierzyć, jednak znajdują się i tacy, bo w szeregach Mścicieli szybko dochodzi do podziału i widzimy na własne oczy, komu podoba się możliwość przepowiadania tego, co nadejdzie, a komu nie. Stark stwierdza, że takie zabawy są niebezpieczne, a Captain Marvel z kolei twierdzi, że właśnie po to została stworzona drużyna Ultimates (Captain Marvel, Blue Marvel, Black Panther, Miss America, Spectrum) – aby zapobiegać zagrożeniom, a nie bronić się, gdy będzie już za późno i proponuje chłopakowi członkostwo w jej teamie. Później następuje dość ostra wymiana zdań pomiędzy Starkiem, a Danvers, gdzie żadne nie chce ustąpić.

Kolejne kadry CW II #1 ukazują nam sytuację, w której Ulysses ma kolejną wizję (nie wiemy co widzi), którą jest piekielnie przerażony i stwierdza, że trzeba poinformować Ultimates. Później dostajemy kolejny przeskok, tym razem do laboratorium Tony’ego. Tam milioner dowiaduje się od swojej nowej pracowniczki (Mary Jane Watson), że jego najlepszy kumpel, War Machine… zginął. Stark bez namysłu przywdziewa zbroję i wbija się do Triskelionu – kwatery Ultimates. Na miejscu orientuje się, że zamieszana w to była oczywiście (jak można się domyślić) Captain Marvel, która bez wcześniejszego uzgodnienia z innymi bohaterami (prócz jej własnej drużyny), skorzystała z pomocy Ulyssesa, lecz nie zdawała sobie sprawy z tego, że przyjdzie jej drogo za to zapłacić. Chłopaczyna zobaczył, gdzie znajdować się będzie Thanos, a tam już czekali na niego Ultimates, wzmocnieni przez She-Hulk i Inhumans. Chociaż tyran został pojmany, to skutki batalii były mocno odczuwalne. Pomijając śmierć War Machine’a, większość drużyny mocno oberwała, a She-Hulk przykuta została do łóżka. Cały wątek w tym zeszycie zamyka kolejna wymiana zdań pomiędzy Tonym i Carol, a także… prawdopodobna śmierć She-Hulk (prawdopodobna, bo widzimy jak kardiomonitor przestaje wskazywać oznaki życia u Jen, a lekarze szykują się do akcji z defibrylatorem).

Muszę przyznać, że czytając Civil War II #1 nie nudziłem się, a wręcz przeciwnie. Wciągnąłem się bez reszty, ale mogłem się tego spodziewać. Bendis ma to do siebie, że każde wydarzenie jego autorstwa ma zazwyczaj świetny wstęp, który zachęca do dalszego czytania. Cały problem polega na tym, że im dalej w las, tym bardziej „bendisowo”. To znaczy, że autor sam zaczyna się z czasem gubić we wprowadzonych przez siebie wątkach, a przez to całość przestaje mieć jakikolwiek sens. Miejmy nadzieję, że kolejne numery trzymać będą poziom pierwszego albo że chociaż nie spadną poniżej. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić to chyba tylko do tego, że całość jest dość przewidywalna i na ten moment nie potrafię postawić się po żadnej stronie zaistniałego konfliktu (bo oba obozy mają tu po części rację), ale pewnie zmieni się to z czasem. Najbardziej boli mnie chyba jednak to, że Ulysses to postać kompletnie bez wyrazu. Rozumiem, że miał to być młodzian, który niewiele miał w swoim życiu sytuacji związanych z bohaterstwem i boi się on chyba najbardziej siebie samego ze względu na moc, z jaką będzie musiał radzić sobie przez całe życie. Myślę, że można było tu jednak zrobić coś ciekawszego i rozegrać to w sposób bardziej intrygujący, niż to co na ten moment możemy oglądać. Uważam też, że pakowanie postaci takiego kalibru, jaką jest Thanos na szybką akcję jest błędem, ale to tylko moje zdanie.

Jeśli chodzi o warstwę artystyczną, to nie mam się do czego przyczepić. Ba, ilustracje mnie urzekły w każdym tego słowa znaczeniu. Kolory i kreska są tak dobre, że każdy kolejny kadr jest swoistą ucztą dla oczu. Gdyby dało się jeść komiksy (nie to, że się nie da, po prostu jest to raczej niezdrowe), to sam każdego dnia zjadałbym stosik z główną serią Civil War II na obiad. Marquez wspina się na wyżyny swoich umiejętności, a dzięki temu bardzo łatwo można się wczuć w zaistniałą na danym segmencie sytuację, a nawet wyobrazić sobie, że jest się jej częścią. Panie Marquez – ma Pan u mnie przysłowiowego browara (albo osiem), bo tak lubię patrzeć na Pana rysunki w CW II.

Cóż by tu więcej rzec? Pierwszy zeszyt Civil War II nie jest jakimś arcydziełem, bo do tego mu wiele brakuje, ale nie jest on też kompletnym chłamem i byłbym nie fair, gdybym stwierdził, że jest to gniot. Jak to mawiają – jeśli się czegoś nie pozna, to nie będzie się miało wtedy zdania – więc w myśl tej zasady zachęcam Was do zapoznania się z tymże właśnie komiksem i mam nadzieję, że się on Wam spodoba, a przez to wciągnięcie się w najnowszy event Marvela. Ja na pewno będą go śledzić.


Autor: SQ


Komiks dostarczony został przez sklep ATOM Comics.

Dodaj komentarz

  Subskrybuj  
Powiadom o

T.A.R.C.Z.A. zmusiła nas do śledzenia twoich poczynań poprzez pliki cookie! Czym są T.A.R.C.Z.A. i pliki cookie dowiesz się tutaj.

Co to są pliki cookies? Cookies, zwane również ciasteczkami (z języka angielskiego cookie oznacza ciasteczko) to niewielkie pliki tekstowe (txt.) wysyłane przez serwer WWW i zapisywane po stronie użytkownika (najczęściej na twardym dysku). Parametry ciasteczek pozwalają na odczytanie informacji w nich zawartych jedynie serwerowi, który je utworzył. Ciasteczka są stosowane najczęściej w przypadku liczników, sond, sklepów internetowych, stron wymagających logowania, reklam i do monitorowania aktywności odwiedzających. Jakie funkcje spełniają cookies? Cookies zawierają różne informacje o użytkowniku danej strony WWW i historii jego łączności ze stroną. Dzięki nim właściciel serwera, który wysłał cookies, może bez problemu poznać adres IP użytkownika, a także na przykład sprawdzić, jakie strony przeglądał on przed wejściem na jego witrynę. Ponadto właściciel serwera może sprawdzić, jakiej przeglądarki używa użytkownik i czy nie nastąpiły informacje o błędach podczas wyświetlania strony. Warto jednak zaznaczyć, że dane te nie są kojarzone z konkretnymi osobami przeglądającymi strony, a jedynie z komputerem połączonym z internetem, na którym cookies zostało zapisane (służy do tego adres IP). Jak wykorzystujemy informacje z cookies? Zazwyczaj dane wykorzystywane są do automatycznego rozpoznawania konkretnego użytkownika przez serwer, który może dzięki temu wygenerować przeznaczoną dla niego stronę. Umożliwia to na przykład dostosowanie serwisów i stron WWW, obsługi logowania, niektórych formularzy kontaktowych. Udostępniający używa plików cookies. Używa ich również w celu tworzenia anonimowych, zagregowanych statystyk, z wyłączeniem personalnej identyfikacji użytkownika. To pomaga nam zrozumieć, w jaki sposób użytkownicy korzystają ze strony internetowej i pozwala ulepszać jej strukturę i zawartość. Oprócz tego, Udostępniający może zamieścić lub zezwolić podmiotowi zewnętrznemu na zamieszczenie plików cookies na urządzeniu użytkownika w celu zapewnienia prawidłowego funkcjonowania strony WWW. Pomaga to monitorować i sprawdzać jej działania. Podmiotem tym może być między innymi Google. Użytkownik może jednak ustawić swoją przeglądarkę w taki sposób, aby pliki cookies nie zapisywały się na jego dysku albo automatycznie usuwały w określonym czasie. Ustawienia te mogą więc zostać zmienione w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym przesłaniu na urządzenie użytkownika. Niestety, w konsekwencji może to prowadzić do problemów z wyświetlaniem niektórych witryn, niedostępności niektórych usług. Więcej na ten temat znajdziecie tutaj --> https://rodoporadnik.pl/polityka-prywatnosci-cookies/

Zamknij

Przeczytaj poprzedni wpis:
Captain America
„Captain America: Steve Rogers #2” (2016) – Recenzja

Captain America: Steve Rogers #2 Pierwszy zeszyt z serii Captain America: Steve Rogers przysporzył czytelnikom wielu emocji. Po tym, jak

Zamknij