„Daredevil #1” (2019) – Recenzja
Daredevil #1 (2019)
Know Fear – Part 1
Każdemu w życiu zdarzy się przeczytać coś, czego nie jest w stanie pojąć. To całkowicie naturalne i nie ma się czego wstydzić. Nie wszyscy muszą rozumieć teorię superstrun czy mechanikę kwantową. Jednak czasami trafiamy na dzieło niepojęte z innego powodu. Matt Murdock vel Daredevil wraca na ulice Hell’s Kitchen po rekonwalescencji. Człowiek nieznający strachu ponownie przywdziewa czerwony kostium. Dostaje łomot i uświadamia sobie, że jego ciało jeszcze nie wróciło do formy. Trzy zdania streszczają całą fabułę tego zeszytu, a wątki poboczne nie wnoszą niczego do opowiadanej historii.
Pisanie recenzji bazując na tak skromnym materiale, jakim jest pierwszy zeszyt, jest trudne. W przypadku najnowszej odsłony przygód obrońcy Piekielnej Kuchni jest jeszcze trudniej, ponieważ numer #1 nie oferuje zbyt wiele. Brakuje wyraźnego punktu będącego zalążkiem i podstawą dla prowadzonej narracji. Czytając ten komiks odniosłem wrażenie, iż zapoznaję się ze zlepkiem trzech, może czterech różnych sekwencji zdarzeń poprzecinanych retrospekcyjnymi przebitkami. Pierwszy zeszyt mocno mnie zniechęcił, pozostawił niesmak oraz nie namówił do zapoznania się z kolejnym. Doprowadził do sytuacji, gdzie wolę poczytać Old Man Quill, niż pisać tę recenzję. Odpowiedzialny za fabułę Chip Zdarsky najprawdopodobniej nie będzie moim ulubionym scenarzystą.
Warstwa narracyjna tego albumu pozostawia wiele do życzenia i nie przypadła mi do gustu. Jednak znalazłem tutaj także element, którym recenzowany komiks może się bronić. Wizualna strona jest bardzo dobra. Duet Marco Checchetto oraz Sunny Gho idealnie oddał brudny klimat Hell’s Kitchen. Kreska jest ostra i nowoczesna. Projekty postaci oraz tła szczegółowe. Zastosowana paleta kolorów świetnie koresponduje z wizją świata oraz miejsca, w którym przestępczość oraz rozkład moralny są ich integralną częścią. Aż szkoda, że potencjał artystyczny został zmarnowany przez miałki scenariusz.
Nie zdarza się to zbyt często, bym zwrócił uwagę i rozpisywał się na temat okładki komiksu. W dużej mierze są po prostu „OK” i nie odbiegają stylem graficznym od reszty albumu. Trafił się ten wyjątek od reguły, gdzie okładka jest lepsza od zawartości. Julian Totino Tedesco dał popis swoich umiejętności. Patrząc na jego pracę, odniosłem wrażenie podziwiania obrazu olejnego z galerii sztuki. Z ogromną przyjemnością powiesiłbym go na ścianie w formie plakatu.
Dzięki serialowi Netflixa postać Daredevila stała się rozpoznawalna. Bohater z bogatym tłem psychologicznym zbudowanym na tragicznym dzieciństwie oraz trudnym dorastaniu jako osoba niewidoma jest – bez wątpienia – postacią ciekawą. Koncepcja Człowieka Nieznającego Strachu ma ogromne możliwości do stworzenia ciekawej, wciągającej od pierwszych stron przygody. W przypadku tego zeszytu – potencjał fabularny został całkowicie zmarnowany. Okładka i zawartość kadrów to nie wszystko.
Być może nie jest to seria, która ma trafić do mnie. Dlatego jestem bardzo ciekaw waszych opinii. Mam nadzieję na ciekawą wymianę zdań zachęcającą mnie do zapoznania się z kolejnymi zeszytami tej serii.
Autor: Buarey






