„Thor Gromowładny: Ostatnie dni Midgardu” (Tom 4) – Recenzja
Thor Gromowładny: Ostatnie dni Midgardu
Ostatnie dni Thora
Jeśli czytacie komiksy z serii Marvel NOW!, na pewno sami przekonaliście się, jak bardzo autorzy upodobali sobie pokazywanie nam przyszłości bohaterów. Szczególnie w tych albumach, które kończą jakąś serię. Bendis na podróżach w czasie oparł cały swój cykl All New X-Men. Jason Aaron (scenarzysta niniejszego albumu) w finałowym tomie Wolverine i X-Men zabrał nas do czasów, kiedy postarzali mutanci muszą pożegnać się ze szkołą Xaviera. W Avengers za to bohaterowie nieraz zaglądali za kurtynę tego, co przyniesie czas. Ostatnio Kapitan Ameryka wziął udział w wydarzeniach rozgrywających się kilkadziesiąt, kilkaset, a nawet kilkadziesiąt tysięcy lat po tym, co dzieje się teraz.
Nie inaczej jest z finalnym tomem Thora. Choć coraz częściej zastanawiam się nad sensem podobnych zagrań (w końcu obecne wydarzenia Marvela opierają się na niepewnej przyszłości), to muszę przyznać, że przyciągają one moją uwagę. Kto by nie chciał zobaczyć, jak za x lat zmienią się jego ulubieni bohaterowie i co robią? Thor Gromowładny: Ostatnie dni Midgardu to z kolei po prostu bardzo dobry komiks.
Różne światy giną i są niszczone przez wrogów, ale jak ratować świat, kiedy do jego upadku doprowadzają sami mieszkańcy? Z tym wyzwaniem nawet Thor może sobie nie poradzić. Agentka SHIELD Roz Solomon wierzy, że za zły stan planety w dużej mierze odpowiada organizacja Roxxon. Zbudowana na zgliszczach dawnej korporacji Kronas. Niestety, mimo starań, kobieta nie może zdobyć najmniejszych dowodów na przestępczą działalność firmy, ani jej szefa, Dario Aggera. Wielkie pieniądze i wielkie wpływy robią w końcu swoje. Na szczęście Roz ma po swojej stronie Thora, który czuje do niej coś więcej. W końcu bóg ma swoje, niezwiązane ziemskimi prawami, sposoby radzenia sobie w podobnych sytuacjach.
Ale to nie koniec kłopotów. Kilka tysięcy lat później stary już Thor, będący królem, nadal nie potrafi przejść do porządku dziennego nad tym, co stało się z Ziemią. Bądź Midgardem (jak kto woli). Na tym jałowym pustkowiu pojawia się jednak kolejne zagrożenie. Przybywa bowiem Galactus, a bóg piorunów musi stawić mu czoła.
Superbohater walczący ze niszczeniem środowiska naturalnego? W pierwszej chwili do głowy przyszedł mi komiksowy koszmarek opublikowany w 1993 roku przez TM-Semic, ale spokojnie, finałowy tom serii Thor Gromowładny pisany przez Jasona Aarona (tego samego, który właśnie zaserwował nam rewelacyjny event Grzech pierworodny) nie ma nic wspólnego z tym „dziełem”. Ostatnie dni Midgardu to naprawdę dobry album. Fabuła jest ciekawa, owszem, ukazanie przyszłości bohaterów zawsze jest ciekawe, ale scenarzysta na szczęście nie zadowolił się samym tym i zaprezentował nam konkretną, dynamiczną opowieść, nierozerwalnie splatającą się z obecnymi wydarzeniami. Przy okazji album ten cechuje się także pewną niezależnością, która pozwala cieszyć się nim także tym czytelnikom, którzy nie znają poprzednich trzech tomów.
Graficznie także jest znakomicie. Kreska Ribica, realistyczna jeśli chodzi o prezentację postaci, uproszczona gdy autor przedstawia tła (szczególnie rozległe plenery), dodaje opowieści klimatu europejskich komiksów. Do tego dochodzą też ilustracje R.M. Guéry i grafiki samego Simona Bisleya, którego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Ja jestem zachwycony i wierzę – a raczej jestem o tym przekonany – że inni czytelnicy także będą. Do tego dochodzi jeszcze tradycyjnie znakomite wydanie i solidna ilość stron (168) za normalną cenę. Ja ze swej strony polecam gorąco. Ostatnie dni Midgardu to godne podsumowanie znakomitej serii i po prostu świetny album sam w sobie.
Autor: WKP

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu Egmont Polska.




