„Deadpool vs. Carnage” (2014) – Recenzja
Deadpool vs. Carnage
Po raz kolejny sięgam po komiks, gdzie główną rolę gra Carnage, który tym razem ściera się z najbardziej wygadanym antybohaterem Marvela – Deadpoolem. Zapowiada się ostra jazda bez trzymanki. Ja nie mogłam zaś tej pozycji ominąć z dwóch powodów. Po pierwsze – obdarzam obu tych panów niesamowitą sympatią. Po drugie – wyobraźcie sobie to, co mogą oni sobie zrobić.

Carnage – potomek Venoma, silniejszy od niego samego, po raz kolejny rzuca się w wir zabójstw i nikt nie może (bądź nie chce) go powstrzymać. Dlaczego? Każdy boi się o swój własny tyłek. W tym samym czasie Deadpool ogląda telewizję i przerzucając kanały, dostaje zadanie „od samego Boga” (w jego mniemaniu oczywiście)… Musi powstrzymać czerwonego rzeźnika, zanim ten wybije przynajmniej pół miasta. Po tym jak dochodzi do spotkania obojga, sam symbiont jest naprawdę zdziwiony faktem, że Deadpool go odnalazł. Ten jednak tłumaczy mu, że też jest wariatem, więc nie było to trudne zadanie. Od tego momentu zaczyna się krwawa jatka. Na kolejnych stronach Wade i Kletus toczą niekończącą się bój na śmierć i życie. Carnage jednak ma po swojej stronie sojusznika i dotychczasową partnerkę – Shriek. Jak zakończy się ta potyczka i kto wyjdzie z niej cało, dowiecie się po przeczytaniu krótkiej czterotomowej serii. Polecam dotrwać do jej końca, naprawdę warto!
Fabuła, która stworzona została przez Cullena Bunna, zbytnio się nie rozwija, ale autor rekompensuje nam to różnorodnością prób wzajemnej anihilacji ze strony tytułowych postaci tej. To z kolei sprawia, że wypada to arcyciekawie i tak też się to czyta. Z drugiej strony… jest to typowa „naparzanka”, ale ze szczyptą pomysłu i wartką akcją (do tego stopnia, że nie odczuwa się tu nudy, a przy okazji jesteśmy w stanie szybko przejść przez wszystkie albumy).
Co do oprawy graficznej autorstwa Salva Espiny, jest ona cudowna, bardzo dynamiczna. Ostra kreska podkreśla i dopełnia elementy akcji, a kolory Veroniki Gandini nasycają całość tak bardzo, iż ciężko jest oderwać wzrok od większości paneli.
Jeśli ktoś jest fanem nieprzerwanej akcji bez zbędnego gadania i nie chce się zagłębiać w skomplikowaną historię tych dwóch postaci, polecam zapoznanie się z Deadpool vs. Carnage. Opowieść ta powinna sprawić też frajdę osobom, które mniej kojarzą „typków”, grających tu pierwsze skrzypce.
Autorka: Lynn



