„Laura Kinney: Wolverine” #1 (2024) – Recenzja
Laura Kinney: Wolverine #1 (2024)
Może nie bomba, ale…
Laura Kinney, X-23, dostała kolejną własną serię. I fajnie, bo całkiem nieźle to wyszło. Co prawda trochę to w klimacie NYX, czyli serii, która mi nie podeszła, ale… Właśnie, to co tam najlepsze, miało związek z Laurą, a teraz dostajemy to wyekstraktowane do formy samodzielnego komiksu. I choć można to było zrobić jeszcze lepiej, jak na razie jestem jak najbardziej na tak.
THE ULTIMATE MUTANT DEFENSE! WOLVERINE takes the fight to those who stand as enemies of mutantkind! LAURA KINNEY was bred to be the ultimate assassin as X-23. She’s long left that life behind, but as she encounters mutants being forced to use their powers against their will, WOLVERINE takes it upon herself to right these wrongs – no matter who stands in her way! Dynamic scripter Erica Schultz (HALLOWS’ EVE, X-23: DEADLY REGENESIS) and rising-star artist Giada Belviso (BLOOD HUNTERS, MS. MARVEL ANNUAL) bring Wolverine on her first mission abroad in the From the Ashes era, as Laura takes the fight to mutant oppressors wherever they may hide!
Zacznę od tego, czego będzie najmniej – czyli minusów. Bo chodzi o to, że rzecz potencjał ma, ale jeszcze go nie wykorzystuje. Jeszcze – przynajmniej mam taką nadzieję, ale daję kredyt zaufania. Nie chcę za bardzo wchodzić w detale, ale to mogła być bomba, a jest zwykła petarda, która huknie, gruchnie, ale nic poza tym. Choć fajnie było popatrzeć. Więc tak, są momenty, które mają potencjał, ale ten został nietknięty.
Co nie zmienia faktu, że fajny to komiks. Są fajne pomysły, jest kilka słów mądrości zawartych w rozrywkowej opowieści – tu też nie będę zdradzał, niech opowieść sama przekaże to, co ma do powiedzenia – a i postacie są nieźle nakreślone. Do tego mamy całkiem fajne ilustracje, w stylu tych, które znamy z serii o Laurze wydawanej swego czasu w Polsce w ramach Marvel Now i… No i spoko, śmiało można, nawet warto.
Autor: WKP










