„Power Man: Timeless” #1 (2025) – Recenzja
Power Man: Timeless #1 (2025)
Cienias
Komiks cienki, jak sik pająka. Taki jest właśnie Power Man: Timeless. I bynajmniej nie dlatego, że głównemu bohaterowi brakuje pary w łapie.
He is unstoppable. Indestructible. Incorruptible. Immortal. And utterly alone. He is POWER MAN. Ripped from the breakout story in TIMELESS, the god-slaying, Gamma-powered, Iron-Fisted, Sentry from the future Luke Cage arrives in the modern Marvel Universe, only to discover a foe, and a mystery, that will challenge even his incredible abilities! From TIMELESS scribes Collin Kelly and Jackson Lanzing and artist Bernard Chang, POWER MAN is a guided tour of the solar system that only Marvel Comics could provide!
Marvel nie ma pomysłów. Wiadomo od lat. Usilnie więc próbuje brać tych swoich herosów, konwertować ich, zaszczepiać na nowy grunt etc. Teraz wziął się za Power Mana, gościa, który zawsze był mi totalnie obojętny jako postać. Miał ciekawy, mocno naznaczony klimatami blaxploitation debiut, ogólnie jednak ile bym o nim nie czytał, nic szczególnego to nie było. Nawet najlepsze historie z jego udziałem (Tajna wojna czy opowieści o Jessice Jones) pokazywały go raczej w tle i bez mocnego zaakcentowania Luke’a. Bo i nigdy nie było czego akcentować. I nawet, kiedy dostawał solówki pokroju miniserii z SBM, słabo to wypadło – a Cage od Azzarello i Corbena był wyjątkiem potwierdzającym regułę, acz i on, jak na możliwości tej ekipy, mógł być o wiele lepszy.
No a tu jest jeszcze gorzej. Cage rzucony w kosmos, mega moce i… zero charakteru, papierowa postać bez wyrazu bierze udział w rozwałce, w której w zasadzie o nic nie chodzi. Pretekstowa fabuła aż wali po oczach sztampą. Wszystko jest tu naciągane, nastawione jedynie na pokazanie akcji, która miewa epickie momenty, ale najczęściej to po prostu efekciarstwo, w którym nie da się znaleźć nic ciekawego. Nie najgorzej narysowane, szybkie w odbiorze, ale zawodzące. Ot opowieść, nad którą autor nie za bardzo panował, nawrzucał do niej co prawda sporo rzeczy, które powinny intrygować i skłaniać do zastanowienia (serce chociażby, nie chcę za dużo zdradzać), ale nie skłaniają, bo widać, że scenarzysta nie wiedział, co chce z tym zrobić, więc rzucił nam jakiś ochłap, w nadziei, że zadziała. Nie zadziałał.
Autor: WKP




