„X-Men Blue: Origins” #1 (2023) – Recenzja

X-Men Blue: Origins #1 (2023)
Niebieskie początki

Już tak chyba mam, że jakoś nie leżą mi scenariusze Spuriera. Dla mnie ten facet w ogóle nie czuł chociażby jednej z moich ukochanych serii – Hellblazera – i zniszczył ten cykl. A potem jeszcze parę razy okazało się, że przygody Mutantów to też tak nijako mu wychodzą. I potwierdza to dla mnie też zeszyt X-Men Blue: Origins #1, który tragiczny nie jest, ale po prostu nie znalazło się w nim nic, co by mnie osobiście zaciekawiło czy dostarczyło czegoś ponad typowe komiksowe przeciętniactwo.


THE DEFINITIVE NIGHTCRAWLER ORIGIN STORY! This is the one you can’t miss, True Believer! You think you know how the beloved blue devil came into this troubled world? You think you know the tale of his mendacious mamma Mystique? You don’t! Mother and son reunite in a mold-shattering tale that exposes secrets held for decades and redefines both characters forever. A collector’s item in the making.


Nie wiem, co przyświecało Spurierowi kiedy pisał ten komiks, ale takie retconowanie originów nie powinno w ogóle powstać. Pal licho, że w sumie nie było już o czym tu opowiadać, więc to takie wciskanie na siłę, gorsze jest to, że ja w ogóle nie widzę w tych postaciach bohaterów, których znam i lubię. Spurier zatracił gdzieś to, co kiedyś było dla mnie fajne, skonstruował ich na kształt cepa, a co więcej całe to ich miotanie, jakie widać w tym zeszycie wydaje się pozbawione większego sensu.

No zgrzyta mi to, nie ma ani dawnego polotu i pomysłowości, ani żadnej nowej świeżości. Jest to, co było, tylko trochę zmienione i zdecydowanie gorsze jakościowo. Za to rysunki są bardzo miłe dla oka, mają nastrój i naprawdę fajnie, widowiskowo wypadają. Ale szkoda ich dla tak nijakiego zeszytu.


Autor: WKP

Ilustracje: AIPTComics

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x