„X-Men: Czasy Minionej Przyszłości” – Recenzja

WKKM #130 – X-Men: Czasy Minionej Przyszłości
Czasy doskonałej przeszłości

Był taki czas, kiedy zeszyty X-Men się nie sprzedawały i trzeba było zamknąć tytuł. I był też czas, kiedy zeszyty X-Men należały do czołówki komiksowych serii. Ten drugi etap można podzielić na dwa okresy – przełom lat 70. i 80. minionego wieku, kiedy to powstały najważniejsze i najlepsze opowieści w historii tytułu, oraz początek lat 90., gdy ukazywało się najwięcej serii z X w tytule, a liczbę crossoverów z dziećmi atomu doprowadzono niemal do absurdu (ale jakie to były wydarzenia!). Po latach, echa wydarzeń opisanych w tamtych czasach wciąż są żywe i rozpalają wyobraźnię czytelników. Weźmy choćby Jean Grey, jej śmierć oraz moc Phoenixa.

X-Men

Opowieść o tym, nieśmiertelna Mroczna Phoenix, ukazała się w roku 1980; Jean ginęła potem i wracała do życia, jednak przez kilka ostatnich lat pozostawała martwa. Aż do teraz, bo pod koniec grudnia tego roku ma znów wrócić do życia. Druga z najważniejszych dla X-Men opowieści (obie zajmują kolejno 10. i 12. miejsce na liście komiksów wszech czasów sporządzonej przez magazyn Wizard) pojawiła się bezpośrednio po niej, przygotowana przez tych samych twórców. Opowieść, która zapoczątkowała podróże w czasie, jedną z rzeczy obecnie tak dla serii charakterystycznej, że aż będącej obiektem żartów także wewnątrz niej samej. Witajcie w Czasach minionej przyszłości!

W albumie, oprócz tytułowej historii, znajdziecie także cztery inne opowieści. Na początek bohaterowie spotykają się na pogrzebie Jean Grey, gdzie Scott zaczyna wspominać jej życie i właściwie wszystkie dotychczasowe losy X-Menów. Zaraz potem Nightcrawler zostaje uprowadzony, a mutanci ruszają mu na ratunek… do samego piekła! W kolejnej historii Wolverine postanawia rozwiązać swoje problemy z kanadyjskim rządem, który porzucił, by dołączyć do X-Men. Wyprawa kończy się dla niego spotkaniem z Alpha Flight i starciem z Wendigo, swoim dawnym przeciwnikiem, który znów sprawia kłopoty. Wreszcie nadchodzi właściwa fabuła.

X-Men

Rok 2013. Większość mutantów została wymordowana, a niedobitki żyją w obozach i w ciągłym strachu przed Sentinelami. Z powodu tych ostatnich sytuacja na świecie jest napięta, bowiem jeśli roboty wyjdą poza granice Stanów Zjednoczonych, inne kraje zaatakują, rozpętując wojnę atomową, która doprowadzi do zagłady świata. Jak to w takich sytuacjach bywa, pojawia się ruch oporu. Czterdziestoletnia Kitty Pride, żona Petera Rasputina, wraz z Magneto, Franklinem Richardsem, Storm, Wolverinem i nową telepatką, Rachel, opracowuje plan działania. Rachel przenosi jej umysł w czasie do ciała nastoletniej Kitty, żyjącej w roku 1980, by ta zapobiegła zamachowi Bractwa Mutantów na senatora Kelly’ego. To wydarzenie bowiem stało się początkiem końca rasy mutantów. Tylko czy zmienienie przyszłości jest możliwe? I jak młoda Kitty, która dołączyła dopiero do X-Men, ma przekonać swoich towarzyszy, że rzeczywiście jest tym, za kogo się podaje?

Album wieńczy krótka historyjka świąteczna z Kitty i… demonem.

X-Men

I co można powiedzieć o tym wszystkim? Zarówno Czasy minionej przyszłości (wbrew narzekaniom jakie widziałem w Internecie, tytuł ten jest właściwie przełożony – lepiej niż nieszczęsne Przeszłość, która nadejdzie, jak to miało miejsce w przypadku filmowej adaptacji sprzed kilku lat) jak i poprzedzająca go Mroczna Phoenix, to historie, o których powiedziano już wszystko. Bo obie te opowieści to nie tylko rewelacyjne komiksy, ale przede wszystkim kwintesencja X-Men. Tych tradycyjnych, klasycznych – najlepszych. I zarazem jedne z najlepszych rzeczy, jakie amerykański komiks ma do zaoferowania.

Oczywiście Czasy nie są komiksem dla wszystkich. Konwencja, w jakiej były tworzone w latach 80., ma swoją specyfikę, czasami trudną dla odbiorcy przyzwyczajonego do współczesnych opowieści graficznych. Czym? Przede wszystkim tym, że dużo wydarzeń opisywanych jest w ramkach, więc rysunki w mniejszym stopniu rozwijają fabułę. Więcej też jest czytania, ale i samej treści. To, co obecnie rozłożone byłoby na mniej więcej 6 zeszytów, tu opowiedziane jest w dwóch i to bez strat dla samej historii. Gorzej, że w każdym albumie przypominane są ogólne wcześniejsze wydarzenia (pierwszy tu zawarty skupia się na tym w całości) i informacje o samych postaciach, ale takie to były czasy – chciano, żeby czytelnik mógł zacząć lekturę w dowolnym momencie, a nie pomyślano, by streszczenie tego, co działo się wcześniej, zawrzeć w notatce na początku.

X-Men

Za to niczego nie można zarzucić samej grafice. John Byrne, współscenarzysta albumu, narysował całość w rewelacyjny sposób – klasyczna, znakomita i pełna szczegółów kreska, uzupełniona o doskonały w swej prostocie kolor, po dziś dzień pozostaje wzorem do naśladowania. Razem z pracami Jima Lee i Andy’ego Kuberta z lat 90. stanowi kwintesencję X-Men. Do tego dochodzą prace Johna Romity Jr. (jeszcze kopiującego styl Byrne’a) i rysującego w podobnej konwekcji Boba McLeoda. Po prostu cudo. Aż szkoda, że to ostatni komiks Byrne’a z tej serii.

Po wszystkim, co napisałem powyżej, polecenie całości to jedynie formalność. Album ma wprawdzie swoje minusy: do największych należy korekta całości, a właściwie jej brak (tak źle w WKKM jeszcze nie było; cytat: „Tam jest, chłopcze. Tylko bez n rozważałem to, zapraszając go do X-Men” jest tylko jednym z wielu przykładów), jednak całość i tak warta jest poznania. Pod każdym możliwym względem. Szczególnie, że znakomite wydanie w twardej oprawie i z porcją dodatków kosztuje niespełna 40 zł.


Autor: WKP

Dodaj komentarz

  Subskrybuj  
Powiadom o

T.A.R.C.Z.A. zmusiła nas do śledzenia twoich poczynań poprzez pliki cookie! Czym są T.A.R.C.Z.A. i pliki cookie dowiesz się tutaj.

Co to są pliki cookies? Cookies, zwane również ciasteczkami (z języka angielskiego cookie oznacza ciasteczko) to niewielkie pliki tekstowe (txt.) wysyłane przez serwer WWW i zapisywane po stronie użytkownika (najczęściej na twardym dysku). Parametry ciasteczek pozwalają na odczytanie informacji w nich zawartych jedynie serwerowi, który je utworzył. Ciasteczka są stosowane najczęściej w przypadku liczników, sond, sklepów internetowych, stron wymagających logowania, reklam i do monitorowania aktywności odwiedzających. Jakie funkcje spełniają cookies? Cookies zawierają różne informacje o użytkowniku danej strony WWW i historii jego łączności ze stroną. Dzięki nim właściciel serwera, który wysłał cookies, może bez problemu poznać adres IP użytkownika, a także na przykład sprawdzić, jakie strony przeglądał on przed wejściem na jego witrynę. Ponadto właściciel serwera może sprawdzić, jakiej przeglądarki używa użytkownik i czy nie nastąpiły informacje o błędach podczas wyświetlania strony. Warto jednak zaznaczyć, że dane te nie są kojarzone z konkretnymi osobami przeglądającymi strony, a jedynie z komputerem połączonym z internetem, na którym cookies zostało zapisane (służy do tego adres IP). Jak wykorzystujemy informacje z cookies? Zazwyczaj dane wykorzystywane są do automatycznego rozpoznawania konkretnego użytkownika przez serwer, który może dzięki temu wygenerować przeznaczoną dla niego stronę. Umożliwia to na przykład dostosowanie serwisów i stron WWW, obsługi logowania, niektórych formularzy kontaktowych. Udostępniający używa plików cookies. Używa ich również w celu tworzenia anonimowych, zagregowanych statystyk, z wyłączeniem personalnej identyfikacji użytkownika. To pomaga nam zrozumieć, w jaki sposób użytkownicy korzystają ze strony internetowej i pozwala ulepszać jej strukturę i zawartość. Oprócz tego, Udostępniający może zamieścić lub zezwolić podmiotowi zewnętrznemu na zamieszczenie plików cookies na urządzeniu użytkownika w celu zapewnienia prawidłowego funkcjonowania strony WWW. Pomaga to monitorować i sprawdzać jej działania. Podmiotem tym może być między innymi Google. Użytkownik może jednak ustawić swoją przeglądarkę w taki sposób, aby pliki cookies nie zapisywały się na jego dysku albo automatycznie usuwały w określonym czasie. Ustawienia te mogą więc zostać zmienione w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym przesłaniu na urządzenie użytkownika. Niestety, w konsekwencji może to prowadzić do problemów z wyświetlaniem niektórych witryn, niedostępności niektórych usług. Więcej na ten temat znajdziecie tutaj --> https://rodoporadnik.pl/polityka-prywatnosci-cookies/

Zamknij

Przeczytaj poprzedni wpis:
Uncanny X-Men - Dark Phoenix
„Uncanny X-Men: Dark Phoenix” – Recenzja

WKKM #6 - Uncanny X-Men: Dark Phoenix Najlepsze, co X-Men ma do zaoferowania Kiedy zaczniecie szukać informacji na temat Mrocznej

Zamknij