“X-Men Legends #1” (2021) – Recenzja

X-Men Legends #1 (2021)
Powrót do przeszłości

Marvel tęskni za dawnymi czasami. Za tymi czasami, kiedy mógł snuć rozciągnięte na kilka, kilkanaście serii wewnętrzne eventy, a najlepiej sprzedające się cykle składały się ze stale rosnącej ilości tytułów. Podobnych inicjatyw było już wiele, wystarczy spojrzeć np. na Marvel Legacy, Fresh Start czy dodatków do Tajnych wojen. Teraz wydawnictwo znów powraca do tematu i przeszłości, za sprawą X-Men Legends. I mogło się to nie udać, mogło wyjść słabo, ale pierwszy zeszyt tego projektu okazuje się bardzo udaną rozrywką dla miłośników mutantów, którzy z sentymentem wspominają komiksy o ich przygodach z lat 90. XX wieku.

X-Men Legends

ALL-NEW TALES STARRING YOUR FAVORITE X-MEN, SPANNING CLASSIC ERAS! Break out the yellows and blues, fire up the Danger Room and snap on your pouches as legendary X-writers return to classic eras of the mutant super heroes in ALL-NEW, in-continuity stories set during their fan-favorite runs! Fabian Nicieza kicks off the series with a special saga of CYCLOPS and HAVOK, as the SHI’AR return to Earth in search of the FORSAKEN ONE! But what secret will the Summers brothers uncover, and how will its revelation change what you thought you knew about the X-Men? Get ready for a story decades in the making! And come back each month as we dive deeper to expand the X-MEN mythos! Welcome back, legends: Hope you survive the experience.

Lat 90. XX wieku to dobry okres dla X-Men. Seria sprzedawała się znakomicie, przybywało tytułów, tak samo zresztą, jak postaci. Wtedy też na rynku pojawili się tacy genialni artyści, jak bracia Kubert czy Jim Lee, których prace po dziś dzień zachwycają, a wraz z nimi legendarne historie, jak Era Apocalypse’a. Do tamtego okresu Marvel wracał nie raz, bardzo dobrze wyszło to w dodatkach do Tajnych Wojen. A teraz robi to znów i znów jest znakomicie.

Owszem, ten zeszyt głównie urzeka graniem na sentymentach tych, którzy cenią te wspomniane przeze mnie czasy. Fabuła jest prosta, ale dynamiczna. Akcja zaczyna się na pierwszej stronie i nie zwalnia, dialogów co prawda nie jest tak dużo, jak w latach 90. XX wieku, nie ma też tu tyle wyjaśniania w ramkach wydarzeń, ale i tak jest co poczytać. Do tego mamy też świetne rysunki imitujące prace sprzed kilku dekad – realistyczne, pełne detali i dynamiki. W skrócie: świetna rzecz dla fanów. Może nowych odbiorców tak nie urzeknie, ale starzy wyjadacze mutanckiego chleba będą zadowoleni.


Autor: WKP

Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Diziti

Jim Lee to klasyka rysunku. Jego kreska jest zdecydowanie czymś kluczowym. Dobrze, ze Marvel powraca do tamtych lat.

1
0
Podziel się z nami swoim komentarzem.x
()
x
Przeczytaj poprzedni wpis:
Immortal Hulk, Flatline
“Immortal Hulk: Flatline #1” (2021) – Recenzja

Immortal Hulk: Flatline (2021) Co Hulk chce powiedzieć Bannerowi? Jak zrobić dobry komiks, złożony z samych zdawałoby się schematów? Z

Zamknij