„Aliens vs. Avengers” #1 (2024) – Recenzja
Aliens vs. Avengers #1 (2024)
AvA
Jonathan Hickman daje radę nawet, kiedy pisze coś tak pretekstowego, jak starcie Mścicieli z Alienami. Serio. Tydzień temu chwaliłem walkę Predatora z Czarną Panterą, bo naprawdę fajny był to komiks. Ale Aliens vs. Avengers to rzecz jeszcze lepsza, jeszcze ciekawsza, z naprawdę przyjemną fabułą i doskonałą szatą graficzną.
ALIENS AND AVENGERS FACE OFF! It’s all led to this: Xenomorphs reach Earth! The perfect organism meets a planet of superhumans. Who will be first to fall? Legendary collaborators Jonathan Hickman and Esad Ribić cut loose in this four-part epic unmissable for Marvel and Alien fans alike
Hickman i Ribić, dwaj faceci, którzy dali nam Tajne wojny, znów połączyli siły, by tym razem zaserwować starcie największych bohaterów na ziemi z Alienami. Ja wiem, że coś podobnego już było, bo w 1998 Warren Ellis z Chrisem Sprousem zaserwowali WildC.A.T.s/Aliens, a trzy lata później dla DC John Ostrander i Graham Nolan stworzyli historię JLA versus Predator, a to tylko wycinek tego wszystkiego, bo z Alienami i Predatorami walczyła cała masa komiksowych bohaterów, od Supermana, Batmana i Sędziego Dredda, przez Witchblade, Darknessa i Terminatora, na Buffy, Archiem i Tarzanie skończywszy. Temat wykorzystany do cna? Wytarty? Zużyty? Może i tak, ale Hickman pokazał, że jeszcze można fajnie i z pomysłem.
Siłą jego opowieści jest klimat: jest mrok, jest ciężar, jest powaga. Patos też jest, ale dobry, taki, jakiego potrzeba tej opowieści. Jest tu i dobra akcja, i miejsce na podbudowę wszystkiego, i na fajne wykorzystanie uniwersum Marvela w opowieści o Obcych. No dał Hickman radę, a Ribić dorzucił do tego swoje trzy grosze, nadając całości charakter starej fantastyki, gdzie światło i cień robią robotę. W ogóle klimat, jaki rysownik tu buduje, kojarzy się z wielkim, ciemnym statkiem, w którym oświetlenie dano zbyt rzadko, ale za to spróbowano zrekompensować to jego mocą. Efekt finalny robi wrażenie, zaostrza apetyt na więcej i… Co tu dużo mówić, tak dobrego Aliensa nie było od niepamiętnych czasów.
Autor: WKP






