„Predator: Black, White & Blood” #1 (2025) – Recenzja
Predator: Black, White & Blood #1 (2025)
Czerń, biel i zieleń krwi
Predator to marka, która od lat ma się kiepsko (nie przekonacie mnie, że ostatnie filmy fabularne i animowany się do czegokolwiek nadawały, chyba, że do pośmiania z braku logiki), a w komiksach to w ogóle rzadko kiedy miał się naprawdę dobrze. Mam sentyment do nich, lubię ten kicz, ale tych naprawdę dobrych, jak Concrete Jungle czy Big Game jest niewiele, a i one niestety nie dorównują najlepszym historiom z Alienami (Labirynt po dziś dzień wymiata). Do tego takich historii, jak tamte, już od dawna się nie robi. I ta (a raczej te, bo tradycyjnie mamy tu zbiór trzech krótkich form) też taka nie jest. O dziwo jednak pozostaje całkiem niezła i warta uwagi, jeśli temat uwielbiacie.
ALL-NEW ANTHOLOGY SERIES FROM SOME OF THE MOST EXCITING NAMES IN COMICS! From the mad imaginings of Joe Kelly (AMAZING SPIDER-MAN, DAREDEVIL, DEADPOOL) and rising artist Álvaro López (CAPTAIN MARVEL, BEWARE THE PLANET OF THE APES) comes a gut-twisting new take on Predator! A young Predator trying to prove himself prowls the Australian frontier, but his hunt goes south. A run-in with some humans from a convict colony will change the trajectory of everyone’s lives and take readers on a journey never before seen in the Predator universe! Together with stories from superstar creators Eliot Rahal and Sarah Gailey, this anthology is a must-read for all Predator and comics fans!
Ten komiks mógłby być lepszy, gdyby nie szedł w klimaty filmu Predator: Pogromca zabójców. Widać tu jednak wpływy, widać że chciano upodobnić go do filmu, ale niepotrzebnie, bo tamta kiepska, pozbawiona sensu i śmiesząca absurdami opowiastka – w sumie też kilka opowiastek, ale łączących się ostatecznie w jedno – zawodziła mocno. Jako bezmyślna, kolorowa nawalanka była ok, jako film o Predatorach słabizna. Komiks jest jednak lepszy. Też sięga po różne czasy i estetyki, ale robi to lepiej.
Jest akcja, są niezłe pomysły, jest też nieco krwi, niestety tylko nieco, a to jednak powinny być opowieści pełne lejącej się posoki i wszędobylskiego zagrożenia, podszytego brutalnością. Tu tak nie jest. To nie horror, to akcyjniak z elementami horroru SF, który stawia na to, by się dużo działo i było widowiskowo. Nie ma tu napięcia, zagrożenia nie czuć, ale czyta się to dobrze, ogląda całkiem przyjemnie i poznać można. Ale, tradycyjnie, rzecz skierowana jest do wielkich fanów postaci, którzy chcą nieco więcej w temacie i to oni powinni się nią zainteresować. Reszta niech sięgnie po klasykę, bo jest dużo lepsza.
Autor: WKP




