„Rządy X: Wolverine” (Tom 1) – Recenzja
Rządy X: Wolverine (Tom 1)
Kolejny świt Wolviego
Poprzedni tom cyklu Wolverine wyszedł, jako samodzielne dzieło, choć to było rozpoczęcie nowej serii, rozpisanej łącznie na 46 zeszytów. No i zawiodło. Dało się to czytać, ale wtórne było, nijakie, czasem nudne. Teraz mamy ciąg dalszy (nie sugerujcie się jedynką na okładce) i… No i znów komiks, jak komiks, Percy nie zrobił tu nic szczególnego, jak to on. Choć mogło być gorzej. Oto Rządy X: Wolverine.
Pierwszy tom przygód Wolverine’a z okresu Rządów X.
Kto intryguje przeciwko ekipie Logana? Odpowiedź czeka w stolicy zbrodni, Madripoorze. Tam, na czarnorynkowej aukcji, Logan odkryje, że na sprzedaż wystawiono… jego dawnego sojusznika Mavericka! Czy wspólnie z nim zdoła przebić się przez miejscowy półświatek? I czy Maverick jest gotów zacząć życie od nowa na Krakoi? Niedługo potem Wolverine stawi czoło wampirom, próbując powstrzymać spisek samego Draculi. Co będzie gotów poświęcić? Na jakie moralne kompromisy sobie pozwoli?
Scenariusz tego tomu napisał Benjamin Percy, znany między innymi z komiksów Green Arrow, Nastoletni Tytani czy Wolverine: Długa noc. Rysunki stworzyli Viktor Bogdanović (Superman: Action Comics), Scot Eaton (Aquaman, Conan: Wojna węży) i Adam Kubert (Ultimate X-Men, Wolverine: Geneza II).
Wolvie Percy’ego to strasznie preteksowt i typowy komiks superhero. Czytaliście jego Wolverine: Długa noc? no to wiecie mniej więcej co i jak. Tamto było jednak lepsze od niniejszego albumu, chociaż podobnie oparte na zgranym motywie, operujące w sumie samymi znanymi schematami. No i tak to sobie leci. Nic odkrywczego, nic szczególnego, no ale kto lubi Wolviego i mu się marzy, żeby czytać z Rządów X wszystko, co wychodzi, śmiało może.
Bo nie jest tak, że beznadziejnie się to czyta. To po prostu lekka, niewymagająca rozrywka superhero, jakich wiele, z fajną postacią, której potencjał jakoś nie został wykorzystany Po prostu nie wyróżnia się to wszystko, ma za to akcję, ma klimacik – dla rysunków Kuberta zawsze warto – no i tym się napędza to wszystko. I może jako całość jest jak jest, to jednak są tu sceny, które naprawdę fajnie wypadają i tymi scenami (i grafiką) stoi ten album. Aż żal, że całość nie jest tak dobra, jak te momenty.
Summa summarum – można. Nie trzeba, bo w sumie nic wielkiego to nie wnosi, a i na początek przygody z Wolviem tak średnio się to nadaje, ale jak ktoś lubi i czyta, może. Zachwytu nie będzie, ale tragedii także nie ma. I tyle. Szybko się jednak o tym zapomina po lekturze.
Autor: WKP

Egzemplarz recenzencki otrzymaliśmy dzięki uprzejmości Egmont Polska. Jeśli recenzja przekonała Was do zakupu – opisywany tom/serię możecie nabyć tutaj.



