„Rządy X: X-Men” (Tom 1) – Recenzja
Rządy X: X-Men (Tom 1)
Kolejny nowy rozdział
Hickman – ten gość to najlepsze, co X-Menom przydarzyło się od czasu Bendisa, a nawet jeszcze dalej. Bo przed Bendisem w serii naprawdę długo nie było nic, co naprawdę warte byłoby uwagi i tak dobrze robiło czytelnikowi. Z drugiej strony, to, co najlepsze, zaserwował nam na samym początku, potem robił albo niezłe rzeczy, albo zawód (X Mieczy) i teraz… No teraz nadal robi to nieźle, ale najlepsze już było, a reszta to po prostu rozwijanie tego bez czegoś, co powaliłoby na kolana, a szkoda. Oto tom Rzady X: X-Men.
Pierwszy tom przygód X-Men z okresu Rządów X
Po magicznym turnieju w Innym Świecie Cyclops, najwyższy rangą kapitan Krakoi, podejmuje przełomową decyzję, która wpłynie na wszystkich mutantów z tej rajskiej wyspy. Niedługo potem w końcu otwierają się drzwi do tajemniczej Krypty. Wewnątrz niej czas płynie zupełnie inaczej – ten, kto tam wejdzie, przeżyje bardzo, bardzo wiele miesięcy, zanim zdoła wrócić… A niedługo potem utopii mutantów zagrozi jeden z jej najzacieklejszych wrogów – Nimrod!
Scenariusz tego tomu napisał Jonathan Hickman – mistrz pełnych rozmachu, drobiazgowo zaplanowanych opowieści, znany z Fantastycznej Czwórki i sagi o Avengers zakończonej Tajnymi wojnami. Rysunki stworzyli Mahmud Asrar (Avengers, Conan Barbarzyńca: Życie i śmierć Conana), Brett Booth (Flash Forward), Francesco Mobili (Amazing Spider-Man) i Phil Noto (Black Widow, Star Wars: Poe Dameron).
Hickman to artysta, który do materii komiksu ma dość ciężkie podejście. Kiedy robi jakąś opowieść, robi ją na serio, dramatycznie, bez miejsca na humor, za to jednocześnie w sposób bardziej skomplikowany, niż w większości podobnych serii. I to mnie kupuje. Bo gość jest pomysłowy, nawet jeśli czasem kiepści finał (bo „Tajne wojny” lepiej mogły się kończyć), potrafi wycisnąć coś świeżego, coś nowego i coś fascynującego. I dokładnie to robi w swoich przygodach mutantów. Co prawda lepiej mu takie rzeczy wychodzą na krótkim dystansie, bo już na tym etapie serii trochę to monotonne i zachowawcze, ale nadal ma w sobie coś.
To, co podoba mi się w podejściu Hickmana, to zarówno to, jak traktuje postacie, jak i jego zabawa całą x-menową mitologią. Co z tymi postaciami u niego? Są poważniejsze, bardziej ponure, kojarząc się z mroczną erą komiksu, ale przede wszystkim daleko im do prawdziwych bohaterów. X-Men w jego wykonaniu wcale nie są tacy dobrzy, to nie nieskazitelne jednostki. Każdy z nich ma swoje cele, kombinuje i w większości przypadków nawet lubić się ich nie da. To takie typy, które może i chcą dobrze, ale uważają, że wiedzą najlepiej i że tylko ich wizja jest jedyną słuszną, więc starają się przekonać do niej wszystkich. Za wszelką cenę. I po trupach.
I tak to wygląda. Nieźle się to czyta, fajnie ogląda. Świetnie już było, teraz jest tylko nieźle, ale z drugiej strony i takich niezłych komiksów nam mało.
Autor: WKP

Egzemplarz recenzencki otrzymaliśmy dzięki uprzejmości Egmont Polska. Jeśli recenzja przekonała Was do zakupu – opisywany tom/serię możecie nabyć tutaj.



