"The Mighty Captain Marvel #0-2" (2017) – Recenzja

Carol Danvers, znana obecnie pod pseudonimem Captain Marvel, lansowana jest na jedną z czołowych postaci komiksowego uniwersum Marvela. To element większego planu Domu Pomysłów, gdyż to właśnie o tej heroinie powstanie pierwszy superbohaterski film w MCU, w którym protagonistką będzie kobieta. Nie ma się więc co dziwić, że jest ona aktualnie mocno promowana… Chociaż można debatować nad tym, jakie są tego efekty, szczególnie po niezwykle słabym występie w Civil War II. Czy nowej serii zatytułowanej The Mighty Captain Marvel uda się poprawić jej sytuację?

Sytuacja w której znajduje się Carol, daje wielkie możliwości kreowania jej charakteru. Captain Marvel musi radzić sobie z ogromną presją, która spoczywa na niej ze względu na zajmowane stanowisko szefowej Alpha Flight. Praca dość absorbująca, jeśli wziąć pod uwagę główne obowiązki: opiekowanie się kosmicznymi uchodźcami, regularna walka z kosmicznymi najeźdźcami, ochrona siedmiu miliardów ludzi przed wszelkiego rodzaju pozaziemskimi zagrożeniami. Pestka, prawda? Na dodatek Pani Kapitan prawie zabiła swojego starego przyjaciela, Tony’ego Starka, pochowała innego towarzysza broni, Jamesa Rhodesa (War Machine), i ledwo uniknęła kolejnego pogrzebu bliskiej osoby, Jennifer Walters (She-Hulk). Ot, zwykłe, szare życie.

Muszę przyznać, że rozpoczynający tę serię numer zerowy jest doskonałym otwarciem nowego rozdziału przygód Pani Kapitan. Wreszcie widzimy Carol z dużo bardziej ludzkiej strony, nie jest już tylko nadętą i arogancką samowładczynią, dla której cel uświęca środki. Nawiedzają ją koszmary spowodowane tym, co zrobiła, ma spotkania z psychologiem, który ma pomóc jej radzić sobie z traumą. Mimo ogromnej popularności jaką się teraz cieszy, jest tak naprawdę sama. Brakuje jej kogoś, z kim mogłaby szczerze porozmawiać. Jedną z kluczowych scen jest spotkanie w barze z She-Hulk, która sama musi radzić sobie ze stresem pourazowym spowodowanym walką z pewnym fioletowym tytanem. Zeszyt tworzy naprawdę angażujący portret postaci, którą chcemy bliżej poznać i której będziemy kibicować.

Niestety, w tym miejscu muszę ograniczyć swoje zachwyty, ponieważ kolejne woluminy obniżają loty. Nie mówię, że jest źle, ale scenarzystka rezygnuje z motywu Captain Marvel jako kobiety, zmuszonej do radzenia sobie ze zwykłymi problemami, który bardzo mi się spodobał. Zamiast tego skupiamy się na dziwnej intrydze uknutej przeciwko Pani Kapitan przez bliżej nieokreślone siły. Zmiennokształtny osobnik atakuje obóz kosmicznych uchodźców i próbuje porwać młodą Kree. Carol udaje się go powstrzymać i, w jej przekonaniu, zabić, a niedoszłą ofiarę porwania zabiera ze sobą na stację Alpha Flight. Jak się później okazuje, to również zostało zaplanowane przez intrygantów i ma bolesne dla superbohaterki skutki.

Mimo iż zeszyty #1 i #2 odstają poziomem od numeru zerowego, to historia trzyma się kupy i ciekawi mnie, w jakim kierunku się rozwinie. Odpowiedzialna ze scenariusz Margaret Stohl wpadła na dobry trop, próbując przedstawić ludzką twarz i problemy Pani Kapitan. Mam nadzieję, że ten wątek będzie dominował w kolejnych częściach, gdyż jest dużo ciekawszy niż tłumaczenie armiom kosmitów za pomocą pięści i wybuchów energii, że nie powinni czynić z Ziemi obiektu swoich peregrynacji. Dodatkowym plusem serii jest poczucie humoru, a perełki takie jak widok Pucka i Sasquatcha śpiewających U Can’t Touch This podczas naprawiania stacji kosmicznej wywołują szczery uśmiech.

Niewiele można natomiast powiedzieć na temat strony artystycznej woluminów, gdyż… są dość zwyczajne. Nie ma w tej serii nic, co przyciągałoby szczególnie uwagę. Spółka Ramon Rosanas (kreska) i Michael Garland (kolory) odwaliła dobrą robotę, zeszyty są przyjemne dla oka, ale nie stworzyli żadnego wiekopomnego dzieła. Najlepsze wrażenie zrobił egzemplarz zerowy, gdzie wsparciem przy rysunku był Emilio Laiso, a za kolory odpowiadała Rachelle Rosenberg. Świetny efekt robił już pierwszy kadr, przedstawiający koszmar senny Carol, lekko rozmyty, w miękkich kolorach, tworzył oniryczną atmosferę.

Przyznaję się, że bardzo nie chciałem pisać tej recenzji. Bierze się to z mojej ogólnej antypatii do Captain Marvel w postaci, jaką obecnie serwuje nam Marvel. Uwielbiałem Carol Danvers jako Ms Marvel i jestem niezmiernie zły z powodu tego, co z nią zrobiono. Cieszę się jednak, że zostałem przekonany do wzięcia na warsztat tej serii, bo wreszcie widzę nadzieję dla zasłużonej Pani Kapitan. Nie jest to może seria, na której kolejne zeszyty będę czekał z wypiekami na twarzy, ale bardzo liczę na to, że Margaret Stohl przywróci Captain Marvel na miejsce, które jej przysługuje.


Autor: Failov

Dodaj komentarz

  Subskrybuj  
Powiadom o

T.A.R.C.Z.A. zmusiła nas do śledzenia twoich poczynań poprzez pliki cookie! Czym są T.A.R.C.Z.A. i pliki cookie dowiesz się tutaj.

Co to są pliki cookies? Cookies, zwane również ciasteczkami (z języka angielskiego cookie oznacza ciasteczko) to niewielkie pliki tekstowe (txt.) wysyłane przez serwer WWW i zapisywane po stronie użytkownika (najczęściej na twardym dysku). Parametry ciasteczek pozwalają na odczytanie informacji w nich zawartych jedynie serwerowi, który je utworzył. Ciasteczka są stosowane najczęściej w przypadku liczników, sond, sklepów internetowych, stron wymagających logowania, reklam i do monitorowania aktywności odwiedzających. Jakie funkcje spełniają cookies? Cookies zawierają różne informacje o użytkowniku danej strony WWW i historii jego łączności ze stroną. Dzięki nim właściciel serwera, który wysłał cookies, może bez problemu poznać adres IP użytkownika, a także na przykład sprawdzić, jakie strony przeglądał on przed wejściem na jego witrynę. Ponadto właściciel serwera może sprawdzić, jakiej przeglądarki używa użytkownik i czy nie nastąpiły informacje o błędach podczas wyświetlania strony. Warto jednak zaznaczyć, że dane te nie są kojarzone z konkretnymi osobami przeglądającymi strony, a jedynie z komputerem połączonym z internetem, na którym cookies zostało zapisane (służy do tego adres IP). Jak wykorzystujemy informacje z cookies? Zazwyczaj dane wykorzystywane są do automatycznego rozpoznawania konkretnego użytkownika przez serwer, który może dzięki temu wygenerować przeznaczoną dla niego stronę. Umożliwia to na przykład dostosowanie serwisów i stron WWW, obsługi logowania, niektórych formularzy kontaktowych. Udostępniający używa plików cookies. Używa ich również w celu tworzenia anonimowych, zagregowanych statystyk, z wyłączeniem personalnej identyfikacji użytkownika. To pomaga nam zrozumieć, w jaki sposób użytkownicy korzystają ze strony internetowej i pozwala ulepszać jej strukturę i zawartość. Oprócz tego, Udostępniający może zamieścić lub zezwolić podmiotowi zewnętrznemu na zamieszczenie plików cookies na urządzeniu użytkownika w celu zapewnienia prawidłowego funkcjonowania strony WWW. Pomaga to monitorować i sprawdzać jej działania. Podmiotem tym może być między innymi Google. Użytkownik może jednak ustawić swoją przeglądarkę w taki sposób, aby pliki cookies nie zapisywały się na jego dysku albo automatycznie usuwały w określonym czasie. Ustawienia te mogą więc zostać zmienione w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym przesłaniu na urządzenie użytkownika. Niestety, w konsekwencji może to prowadzić do problemów z wyświetlaniem niektórych witryn, niedostępności niektórych usług. Więcej na ten temat znajdziecie tutaj --> https://rodoporadnik.pl/polityka-prywatnosci-cookies/

Zamknij

Przeczytaj poprzedni wpis:
„LOGAN” (2017) – Recenzja

LOGAN, czyli do trzech razy sztuka Wytwórnia 20th Century Fox przez ostatnie lata dała nam dwa filmy o Rosomaku: X-Men Origins:

Zamknij